Pewnego razu przebrał się nawet w ubranie aresztanckie. Idąc do łaźni, musieliśmy przejść przez korytarz, skąd prowadziły drzwi do kancelarii. Naczelnik w przebraniu wkręcił się niespostrzeżenie między nas, owinięty kocami na głowie. Wszakże fortel mu się udał, ale niezupełnie. Korytarzowy ostrzegł nas, a my żołnierzy, by nie dopuszczali nikogo do nas. Dopiero gdy stanęliśmy na miejscu, zrzucając z siebie koce, krzyknął na więźnia, by mu ściągnął więzienne ubranie, stanął w swojej całej okazałości, ze szpicrutą w ręku, wodząc dumnie oczyma wokoło nędznych więźniów, jakby tym dokonał wielkiego czynu bohaterskiego.

Następnie wypadł z łaźni, zawołał kilku Niemców i kazał aresztować wszystkie baby, które oczekiwały na nas. Popędził wszystkie do więzienia, może z pięćdziesiąt osób trzymał ze dwie godziny w jednej dużej celi, a gdy podniosły krzyk, wypuścił.

Ten sam pan naczelnik co chwila zmieniał sobie kucharkę, którą wybierał z kobiet aresztantek. Rzecz naturalna, że brzydkich kucharek nigdy nie brał. A miał z czego wybierać, bo kilka kobiet było bardzo urodnych, ale o tym jeszcze później wspomnę.

XLIV

Starszy dozorca Schreiber był niezłym człowiekiem, nigdy więźnia nie bił. Był to człowiek pięćdziesięcioletni z czarną bródką przetkaną siwizną. Miał dwadzieścia dwa lata służby więziennej w „Zuchthausach”. Był on tu „Hausvatrem183”, a tak mało miał z więźniami do czynienia. Nieraz słyszano, jak wyrzucał Rólowi jego postępowanie. Jednak ten sobie z tego nic nie robił i z dnia na dzień stawał się dla nas gorszy.

Schreiber uczył się po polsku, a najlepiej z całego słownika polskiego podobały mu się i znał takie słowa, jak: słonina, masło, kiełbasa, jaja, wódka, które często pakował w posyłki i wysyłał do „Vaterlandu”. Nieraz, chcąc się popisać swoją mową polską, przemawiał do więźniów po polsku tak, że sam diabeł by go nie zrozumiał. Zwykle tak się wyrażał do złodziejaszków, którzy po wyjściu na wolność przyszli po raz drugi:

— Ty złodziej? Ty głupi, nie złodziej. Mądry złodziej, świnia na patelnia, a kobieta na łóżka. Niedobry złodziej tu siedzieć.

Schreiber nie lubił niedobrych złodziei.

Ról był katem, a zarazem felczerem. Codziennie o godzinie trzeciej po południu korytarzowy krzyczał:

— Kto jest chory?