— Możecie iść, święta ziemia wszystko wyciągnie.

Albo też nieraz odparł:

— Nie trzeba było kraść, rabować i przychodzić do więzienia.

Jak więzień się bardzo stawiał, kazał karać jako symulanta. A przychodził taki, co już umierał, mówił:

— Dlaczego wy nie przyszliście wpierw z tą chorobą? — I znów przedstawiał go do ukarania za ukrywanie choroby.

O ile więzień skarżył się przed nim, że go pobili, mówił:

— Pokażcie jakieś znaki.

Więzień obnażał się.

— Tylko tyle? To jeszcze nie jest tak źle, możecie iść.

Dużo więźniów wzięło się też na taki sposób: gdy słyszeli, że wydają obiad lub kolację, a są już blisko jego celi, wówczas prędko wieszał się, wtedy sadzali takiego na celę ogólną, by mu udaremnić ten zamiar. Niemcy zaś połapali się, dlaczego to robią akuratnie, gdy są już blisko celi i że tylko symulują, by się dostać na ogólną celę. Od tego czasu, gdy dozorca otwierał celę, a zauważył, że więzień wisi, śmiał się i przymykał z powrotem celę, a ten nieszczęśliwiec naprawdę zostawał nieboszczykiem.