— Nie wiem, ktoś musiał trochę wody wylać.

Ról, z natury bardzo podejrzliwy, nie bacząc na moją trafną odpowiedź, kazał mi się rozebrać.

Zdjąłem marynarkę, ciepłą koszulę i odpiąłem spodnie.

Alles! Alles187! — krzyknął Ról, widząc, że woda cieknie mi z nogawki. Chcąc nie chcąc, rozbierałem się dalej, przy rozwiązaniu sznurka nogawki kapusta wypadła na posadzkę.

Ról na ten widok z początku roześmiał się, później zaczął mnie okładać bykowcem, a za karę już tego dnia obiadu nie dostałem.

Ról od tego grochu już miał mnie, jak mówiłem, na oku, jednakże o tym już zapomniał, brał mnie często do pracy, a teraz znów mnie dostał i prześladował na nowo.

Tak minęła zima, przyszła wiosna. Pomimo że nie miałem żadnej nadziei na lepsze jutro, samo nadejście wiosny i widok słońca zaglądającego ciekawie do mojej celi, dodawały mi otuchy i energii.

Sytuacja moja po tej kapuście znów zaczęła się poprawiać. Brano mnie co dzień teraz do pracy, a że pracowałem chętnie, nie dano mi ani minuty siedzieć w celi. Przy pracy, jak wiadomo, nie byłem na tyle pilnowany, jak w celi. Pod tym względem Niemcy nie bardzo więźnia prześladowali przy pracy.

Zacząłem nawet marzyć o ucieczce, a głodu już tyle nie odczuwałem. Starałem się, jak mogłem. Tu ukradłem kartofli, tam buraków upiekłem albo ugotowałem, marchew należała do delikatesów i nieczęsto udawało mi się tego przysmaku ściągnąć.

Żołnierze na warcie w bramie czasem podawali coś, co pozostawało im z jedzenia, a były to okruchy z marnego stołu. Sami oni byli nieraz głodni. Ponieważ dobrze wyglądałem, Niemcy zwali mnie Dicker188.