Okazało się, że za rzadko zrobiłem, dosypałem więc cementu, zdawało mi się, że już za gęste, więc poszedłem znów po wodę i tak mieszałem dalej zawzięcie.
Myślałem, co on powie, gdy przyjdzie z obiadu. Coś niecoś widziałem w domu, jak murarze robili przy budowie naszego domu, zresztą nieraz im pomagałem, o czym już wspomniałem. Na myśl mi nawet nie przyszło, że psuję cement, a do odlewania korytek nie tak trzeba robić.
Nareszcie przyszedł majster, zaraz od progu zauważyłem, że rusza wąsami. Doszedł do mnie blisko i zagadnął mnie ze złością:
— Du Maurer?190
Nic nie odpowiedziałem.
Zapytał mnie po raz drugi, a gdy nie otrzymał odpowiedzi, złapał za gracę191.
Ja od razu zmiarkowałem, że tu źle będzie i próbowałem uciekać. Niemiec pędził mnie po całym podwórku aż do gmachu i okładał gracą, krzycząc ciągle:
— Du Maurer, verfluchter Spitzbube192!
Następnie, gdy mi już drugi dozorca otworzył pierwsze kraty, pędził mnie jeszcze przez korytarz i znów przez kratę, a potem do samej celi.
Ról śmiał się do rozpuku, gdy werkmistrz mu opowiadał, jak to on mi pokazywał plany budowli i jak przytakiwałem mu, że wszystko zrobię i jak cement rozrobiłem.