Za tę swoją pracę murarską otrzymałem w nagrodę siedem dni karceru.
Tymczasem przyszedł transport więźniów z Warszawy, a między nimi piętnastu murarzy, tych zaraz wzięto do roboty. Między piętnastoma murarzami, specjalnie tu wysłanymi, było zaledwie dwóch rzeczywistych murarzy, a reszta to tacy sami murarze jak ja.
Po odsiedzeniu karcu znów zabrał mnie werkmistrz do roboty, potrzebował zdrowych i mocnych chłopów, a tych nie było. Murarze, którzy przyjechali z Warszawy, wyglądali strasznie, istne szkielety. Byli oni, jak mi opowiadali, w głośnej wówczas „Białej-Podlasce” na robocie w lasach. Straszne rzeczy opowiadali, co tam się działo.
Posłano tam w roku szesnastym nieomal z wszystkich więzień kilkuset więźniów do wykarczowania pni, a przez parę miesięcy do siedemnastego roku pozostało kilkudziesięciu więźniów. Tych rozbitków odesłano z powrotem do więzienia z rozkazu jakiegoś generała, który zwiedzał to piekło i natychmiast kazał wszystkich odesłać do więzień z powrotem.
Więzień murarz, który był tam przez ten czas naocznym świadkiem, opowiadał mi straszne rzeczy. Mówił, że „Czerwoniak” z jego Rólem jest rajem.
Muszę tu powtórzyć fakty, które niejeden więzień, który tam był, opowiadał mi tak samo.
*
Do jednego baraku w zimie szesnastego roku spędzono z różnych więzień po dwieście i więcej ludzi. Śniegi i deszcze padały wprost na głowy, spać musieli na gołej podłodze, a każdy otrzymał tylko jedną podartą derkę. Do roboty gnano ich rano od godziny czwartej do szóstej wieczorem. Więźniowie, kładąc się spać, aby było ciepło, układali się jeden przy drugim, jak śledzie. Wpierw wszyscy kładli się na prawym boku, później zaś o północy, jakby na komendę, wszyscy przewracali się na lewy bok.
Nie było też dnia, by nie umarło kilku więźniów. Wyobraź sobie, mówił do mnie któryś, jaki był wielki głód: gdy w nocy ktoś z nas zmarł, nie meldowano, aby brać za niego jedzenie.
Były nawet takie wypadki, że po kilka dni przechowywali nieboszczyków, by tylko jedzenie za niego brać. Bójki i kłótnie tam nie ustawały, tworzyły się bandy po kilkunastu i napadały na słabszych, rzecz naturalna, że na chamów i frajerów i odbierano im chleb, a chamem i frajerem był każdy, kto był słabszy od innych.