Raz też byłem świadkiem takiej hecy. W celi ogólnej, gdzie siedziało po dwudziestu czterech więźniów, podczas obiadu więźniowie zawsze stawali w ogonek, a korytarzowy nalewał każdemu obiad, drugi zaś więzień liczył na głos: raz, dwa, trzy, itd. Podczas tych czynności uważał na wszystko Niemiec, który niedawno przybył z „Vaterlandu”, aby się znęcać nad nami. Zauważyłem, że nic nie mówił, póki liczono do dziesięciu, a gdy usłyszał jedenaście, dwanaście, trzynaście itd., jak krzyknie: „Donnerwetter198, naście i naście, los199! ”

Kocioł zabrano, kilku więźniów zostało bez obiadu. Nie pomogły żadne tłumaczenia. Niemiec słuchać nawet nic nie chciał, mówił, że go chcemy oszukać. Po tym zajściu korytarzowy musiał się nauczyć liczyć po niemiecku do dwudziestu czterech.

Co prawda było dużo takich, co się starali pokierować dwa razy po obiad, nie patrząc na to, że gdy go Niemiec na tym złapie, to ten ani jednego nie zje, a do tego będzie jeszcze bity i kopany.

Murarską robotę robiłem do lipca, później chodziłem na polne roboty. Pompowałem też „knoty”200 do beczek i jeszcze inne „przyjemne” roboty robiłem.

Pewnego dnia, a było to, o ile pamiętam, we wrześniu, zawołano mnie do kancelarii. Jakiś wojskowy wypytywał mnie, jak długo tu już siedzę i co mam zamiar zrobić, gdyby mnie teraz chciano zwolnić.

Myślałem, że Lichner mnie sobie przypomina i świeżą pułapkę szykuje na mnie. Próbowałem spytać go, co ma znaczyć to pytanie. Nic nie odpowiedział, tylko się do mnie dobrotliwie uśmiechnął i kazał mnie odprowadzić.

Nie mogłem zrozumieć, co to mogło znaczyć. Wszystkie domysły były na nic. Po upływie miesiąca przyszedłem akurat z pracy na obiad, gdy Schreiber zawołał mnie do kancelarii, a tam objaśniono mi, że jako skazany przez sąd wojenny, mam darowane resztę kary, że jestem wolny.

Na początku, słysząc to, własnym uszom nie wierzyłem. Jednakże, gdy zaraz wzięto mnie do przebierania, zrozumiałem, że to fakt.

Dnia 28 października o godzinie drugiej po obiedzie, po raz trzeci w swoim nędznym życiu pożegnałem więzienne mury.

XLVI