Paserzy spojrzeli po sobie, a jeden z kozią bródką krzyknął:
— Ty nie bądź taki fetniak210. U nas, jak my zechcemy, wnet przestaniesz być mądry.
Zmierzyłem go śmiało i wyzywająco, a kto wie, do czego by doszło, gdyby paser, który żydowskie konie kupił, nie stanął nagle po mojej stronie.
— Słuchaj, „Smerke”, ty go tam nie strasz, on jest dobry „urke” i znają go między naszymi, możemy załatwić po dobremu, on zna prawo złodziejskie lepiej niż ty.
Tu zwrócił się do mnie:
— Konie mnie sprzedaliście, a szmuk211, który zabraliście, komu sprzedaliście? — pogroził mi żartobliwie palcem.
— Nie wiedziałem, że pan żydowską biżuterię kupuje — odparłem.
— Jak to — krzyczał — szmuk ja bym nie kupił? Ładny interes! Ny, co teraz będzie?
— Ale gdzie twoi wspólnicy? Może i ich trzeba zawołać? — zapytał jeden z sędziów.
— To zbyteczne — odparłem — oni zgodzą się na to, co ja zrobię.