— Czy, proszę pani, nie ma tu Staśka? Mam do niego interes.
— Staśka, Staśka — zrobiła zdziwioną minę — my, proszę pana, żadnego Staśka tu nie znamy.
Wtem drzwi z drugiego pokoju otworzyły się i na progu stanęła, jak zjawa, piękna blondynka, w moim guście, uśmiechnęła się do mnie, pokazując dwa rzędy białych jak perły zębów i rzekła:
— Proszę, proszę, ja już wiem — rzekła do matki, widząc jej pytające spojrzenie.
Ukłoniłem się jak najgrzeczniej, jak to tylko koniokrad potrafi i wszedłem do jej pokoiku. Pokoik ten był skromnie umeblowany, ale w pewnym guście.
Prosiła mnie, bym usiadł, a sama usiadła tak blisko mnie i patrzyła mi prosto w oczy, że zmieszałem się. Spytała, skąd jestem, pytała po żydowsku. Widząc, że patrzę na nią ze zdziwieniem, zagadnęła, śmiejąc się:
— Pana to dziwi, że mówię po żydowsku, ha, ha — śmiała się. — Wychowałam się między Żydami, a przeszło pięć lat byłam kelnerką w „Barze Amerykańskim”, gdzie właścicielem był Żyd, a i klientela składała się w większości z Żydów.
Ośmieliłem się trochę, ale oczu od niej nie mogłem oderwać. Dziewczyna ta spodobała mi się i zakochałem się, jak ludzie mówią, na pierwszy rzut oka214. Jak mi się zdawało i ja na niej zrobiłem korzystne wrażenie.
Po upływie pół godziny rozmawialiśmy jak starzy przyjaciele. Wywnioskowałem, że ona dopiero „praktykuje” i należy do tego rodzaju kobiet, co po przejściu „praktyki” stają się kontrolnymi.
Myślałem: szkoda, że Stasiek z nią romansuje i do tego jako mój wspólnik. Gdyby nie to, za wszelką cenę starałbym się ją mieć. Nawet głośno to wymówiłem. Roześmiała się i rzekła: