— Jeszcze nic nie ma straconego, jak pan tylko zechce, to wszystko da się ułożyć.
Uścisnąłem jej dłoń, nie broniła się. Więc ośmielony zapytałem, czy mogę posłać po wódkę.
— Owszem — powiedziała — mój ojciec panu dotrzyma towarzystwa, on chętnie zagląda do kieliszka.
— A pani? — zapytałem.
— Ja? — śmiała się. — Dobrze, jak panu na tym zależy, to chętnie.
Wyciągnąłem sturublówkę, chcąc zaimponować swoją zamożnością, położyłem ją na stół i rzekłem:
— Proszę kogoś posłać po to wszystko, co pani uważa za potrzebne.
— Mamu, mamu! — zawołała.
— Czego ty chcesz, kochana?
— O, tu są pieniądze, proszę posłać Władkę po to wszystko, co napiszę na kartce.