— Co! — ryknął teraz i rzucił się ku mnie.

Zauważyłem, że ręką sięgnął do tylnej kieszeni.

Frania uczepiła mu się cała na szyi, zasłaniając mnie sobą. Zbliżyłem się znów.

— Słuchaj, Staśku — rzekłem już poważnie — miałem cię za wspólnika i mądrzejszego chłopaka, a teraz przekonałeś mnie, że jesteś chamem. Więc żegnam cię, od dziś nie mamy nic wspólnego. Co do Frani, to już ona zadecyduje.

Ukłoniłem się wtedy Frani, naprawdę, jak mi się zdaje, jako bohater romansu i oddaliłem się.

Przez całą tę noc w hotelu, gdzie stałem, nie mogłem zasnąć. Frania ciągle stała mi przed oczyma. Teraz, po tym zajściu, koniecznie pragnąłem ją mieć. Byłem nawet przekonany, że teraz nareszcie trafiłem na swój ideał. W tym wieku, co ja wtedy byłem, każda świeżo upodobana kobieta zdaje się tą właśnie wymarzoną, a nie inna.

XLIX

Rano wstałem pełen apatii i zniechęcenia, zrozumiałem, że między mną a Staśkiem jeszcze nie koniec.

Przed południem przybył do mnie Maniek, zgrał się w karty, a wiedząc, pod jakim numerem stoję w hotelu, przyszedł mnie odwiedzić. Maniek był moim przyjacielem od pierwszego razu. Jak już wspomniałem, był on zawsze wesoły, czy to z pieniędzmi, czy bez nich.

Muszę też tu wspomnieć, że marnie skończył, został on zastrzelony w dwudziestym roku podczas ucieczki z więzienia wojskowego przy Dzikiej w Warszawie.