— Co teraz będzie? — odezwał się pierwszy Maniek, łapiąc Żyda za kołnierz.
Żyd szarpnął się, przeklinając takich złodziei „powstańców”, jak mówił o nas pogardliwie i groził, że nas tu zostawi. Teraz Maniek i Wojtek groźnie zwrócili się do Staśka, widząc, że ja i furman zabieramy się i gotowi jesteśmy do odjazdu.
— Jak ty się nie uspokoisz, to wpierw ciebie zabijemy, niż ty to jemu zrobisz.
Maniek też prosił Żyda i po krótkiej naradzie postanowiono, że Stasiek pozostanie przy furmanie, a my we trzech udamy się na roboty, a co do doli, otrzyma on na równi z nami.
Stasiek, chcąc nie chcąc, musiał zostać przy furmance, a my zaś w trzech udaliśmy się na robotę.
Jak została ta robota wykonana, tego opisać nie mogę...
Po północy dopiero wróciliśmy z łupem, a już nad ranem byliśmy w mieście, każdy ze swoją dolą w kieszeni. Rozeszliśmy się, jakby nigdy nic, każdy do meliny.
Po tej robocie krzyk był wielki. Policja szukała na wszystkie strony. Po mieście, na rogach ulic, nalepiono ogłoszenie: „Pięć tysięcy marek nagrody, kto coś powie, by można natrafić na ślady zbrodniarzy”. Ja, widząc ten ruch, postanowiłem na razie wyjechać, tym bardziej, że obawiałem się zemsty zakochanego Staśka i na drugi dzień wyjechałem do Warszawy.
W Warszawie nie bawiłem dłużej niż dwa tygodnie. Przyznam się, że mając ogromną sumę pieniędzy przy sobie, przez ten cały czas spokoju nie zaznałem. Koledzy i koleżanki na krok mnie nie opuszczali, dopiero gdy dowiedzieli się, że przegrałem niemal wszystko w karty, dano mi wtedy odetchnąć.
Złodziej, gdy ma pieniądze, rozum traci, a gdy odzyska rozum, nie ma już pieniędzy. Mówię to z praktyki, a mało zaś jest złodziei, którzy by potrafili zrobić użytek ze zrabowanych pieniędzy. Przysłowie dotyczące złodziei: „Lekko przyszło, lekko poszło” niezupełnie jest trafne. Należy raczej mówić: „Ciężko przyszło, a lekko poszło”.