Stałem chwilę niezdecydowany jeszcze, wydała mi się szatańsko piękna i machinalnie wręczyłem jej portfel.
— Zobaczymy, czy on czasem nie jest próżny — zaśmiała się i zaczęła wykładać zawartość na stół.
— Oho! Pan ma dużo forsy, ale na to, żeby posiąść Franię — rzekła — jest to jeszcze trochę za mało; oddaj pan tu swój zegarek.
Zdjąłem bez słowa zegarek, chcąc się przekonać, do czego ona dąży.
— Zdejm pan teraz pierścionek, który pan nosi na palcu, zobaczymy czy mi pasuje.
Wykonałem i to polecenie.
Popatrzyła z natężeniem na mnie dłuższą chwilę, rozglądając się po pokoju, po czym podskoczyła do ściany i zdjęła krucyfiks.
Czekałem z zaciekawieniem, co ona teraz zrobi, wtem zbliżyła się do mnie.
— Jeszcze daj mi ostatni dowód, że mnie naprawdę kochasz, masz tu, pocałuj krzyż.
Zawahałem się chwilę, chciałem już i to uczynić. Wtem odskoczyła nagle w bok, wieszając krzyż na swoim miejscu i śmiejąc się, wybiegła z pokoju. Pomyślałem, że na pewno zwariowała i już chciałem zbierać swoje rzeczy i portfel, który zostawiła na stole, gdy wtem z powrotem wpadła, uchwyciła mnie w objęcia, obsypując całusami, po czym posadziła mnie na kanapce, tłumacząc, że o ile ją kocham i zostanie moją kochanką, to niejeden jej kaprys będę musiał wypełnić. Przyrzekłem, że wszystko to uczynię.