— No, lubię cię za szczerość — rzekła — więc prędko rozbieraj się.
Mnie tego nie trzeba było dwa razy powtarzać i za chwilę oboje byliśmy rozebrani w łóżku.
Zauważyłem przy zgaszeniu przez nią lampy, że jest zupełnie naga, po chwili oboje zwarliśmy się w drżącą całość...
Nie jestem tu zdolny opisać wyrafinowanych sztuczek miłosnych i potwornego cynizmu mojej kochanki. Rozkoszna noc, którą z nią przeżyłem, przewyższała wszystkie przygody tego rodzaju, com kiedykolwiek przeżył w swym burzliwym życiu.
W ciągu nocy, którą spędziłem w jej łóżku, nie dała mi ani na chwilę wytchnienia i spokoju. Wyrabiała ze mną, co jej się tylko spodobało. Tkwiły w niej jakieś siły piekielne. Nie pomogły moje zapewnienia i prośby, że umieram ze zmęczenia. Ona, nie patrząc na to, wyprawiała ze mną istne podrygi szatańskie.
Myślałem sobie w duchu, żeby już dzień jak najprędzej przyszedł, a zostałbym od niej uwolniony. A zarazem czułem, że opanowała mnie zupełnie. Fizycznie byłem nasycony, ale zmysły w dalszym ciągu na mnie działały i chciałbym, aby nigdy to się nie skończyło... Rano pokazała mi na ścianie jakieś kreski wydrapane paznokciem i kazała przeliczyć.
Naliczyłem, nie bez dumy, osiem kresek, na które ku memu zdziwieniu rzekła:
— To wszystko, mój kochany, mało; jesteś niedołęgą. Takiego kochanką nie zostanę, chyba że powoli się wprawisz.
Rano, przyznam szczerze, ledwo stałem na nogach, razem też zjedliśmy śniadanie, po czym już tu zamieszkałem.
Powodzenie każdej kobiety u mężczyzny, uważam, zależy od pierwszej miłości, pierwszego zbliżenia się. O ile kobieta potrafi jakimś niedającym się określić wyczynem czysto fizycznym mężczyznę zadowolić, zostanie on już na pewno jej niewolnikiem. Tak było ze mną. Podlegałem zupełnie jej woli i codziennie inne jej kaprysy i zachcianki musiałem spełniać.