Przez współżycie z nią miałem dużo wrogów między złodziejami, a nawet grozili mi „dintojrą”. Mówili, że to nie jest „po złodziejsku”, o czym ja sam dobrze wiedziałem, zabierać kochankę wspólnikowi, gdy ten wpada do więzienia. Ja to, jak wyżej nadmieniłem, doskonale wiedziałem, że źle postąpiłem, ale Frania była zbyt rozkoszna i warta grzechu, bym ją miał opuścić. Z dnia na dzień też stawała się więcej panią mej woli.
Dla zaspokojenia sumienia, spotykając nieraz matkę Staśka, dawałem jej pieniądze dla niego na „wałówkę”. A nawet kilka razy „zblatowałem”217 pewnego dozorcę, który nosił papierosy do więzienia dla Staśka.
LI
Pewnego dnia byłem trochę podpity, a Frania namówiła mnie, bym się z nią udał na spacer, jak twierdziła, na świeże powietrze, aby wytrzeźwieć. Wzięła mnie pod ramię i zaprowadziła pod sam „Czerwoniak”. Więźniowie wyglądający oknami poczęli wołać na Staśka, że tu Frania przyszła z kochankiem pod jego okno. Oprzytomniałem od razu.
Stasiek począł robić mi wyrzuty, że nie dość, że mu ją zabrałem, ale jeszcze pod więzienie przychodzę z nią, by mu się pokazać, a nie patrzę na jego cierpienia. Frania, śmiejąc się cynicznie, zadawała mu pytania, czy mu się tam nie przykrzy bez kobiet. Inni więźniowie, widząc to i słysząc jej szydercze uwagi, poczęli na głos wołać:
— Kur... do wórka!
Pociągnąłem ją za sobą, robiąc jej w drodze wymówki, że mnie aż tu zaprowadziła. Śmiała się tylko do mnie, mówiąc:
— Jak ty tam będziesz za kratami siedział, to też przyjdę pod okno z drugim kochankiem, co ty mi wtedy zrobisz, będąc za kratami?
— Frania! — próbowałem ją skarcić — jak ty możesz tak mówić? Twe kaprysy stają się wprost już nie do zniesienia, wystrzegaj się — próbowałem jej pogrozić.
— Co ty mi zrobisz? Gwiżdżę na was wszystkich — odparła i poczęła sobie naprawdę wygwizdywać melodię swojej ulubionej piosenki: „Moja mama, daj mnie za mąż, rym-cim-cim. Jak ja męża nie dostanę” itd.