Pobić jej nigdy nie mogłem, gdyż momentalnie wszystko zamieniała w żart. Niepodobna było też na nią długo się gniewać. Lubiłem słuchać jej śpiewu, śliczny miała głos i przy tym akompaniowała na gitarze. Gdy czuła, że przeciągnęła już strunę ze swoimi kaprysami i że jestem naprawdę zły, zabierała się wtedy do śpiewu i tym mnie momentalnie rozbrajała. Żadna kobieta, którą znałem do tego czasu, tak mną nie władała jak Frania. Byłem gotów za nią, jak to się mówi, w ogień skoczyć.

Taki stan rzeczy trwał ze sześć tygodni. Frania była nienasycona fizycznie, a ja będąc zmysłowo zakochany i obawiając się, by nie skierowała swoich względów w inną stronę, dotrzymywałem jej kroku i stale byłem przy niej. Znosiłem jej kaprysy z pewnym zrezygnowaniem. Ale ponieważ pod słońcem nie ma nic trwałego, więc i ja zbuntowałem się i zacząłem ją zaniedbywać.

Co prawda winna tu była pewna Żydóweczka, którą wówczas zapoznałem, chociaż była to brunetka i mężatka, w czym nie gustowałem. Wszakże ona to potrafiła mnie do siebie zwabić.

Znajomość nasza datowała się od pewnego dnia, kiedy wstąpiłem do fryzjerni jej męża, by się ogolić. Pomagała mu nieraz w pracy, gdy było dużo gości. Sama też, jak twierdziła, była z zawodu fryzjerką, jak się zaś później przekonałem, robił to jej mąż z pewnym wyrachowaniem, by zwabić tu młodzież za pomocą młodej i pięknej żony.

Każdy niemal z gości tak się kierował, by ona goliła. Na początku co prawda krępowało mnie to, gdy ona mnie goliła. Jednak po niedługim czasie tak mi się ona spodobała, że niemal codziennie chodziłem się golić, choć nie miałem co.

Pewnego razu, któregoś zimowego dnia przed wieczorem, zaszedłem do tej wspomnianej fryzjerni i dobrze trafiłem; gości tu nie było żadnych, a co lepsze i męża tu nie było. Przywitała mnie bardzo, jak na mężatkę, przychylnie, po zamienieniu kilku słów, raczej dlatego, by coś mówić, niż z potrzeby, usiadłem na krześle i poczęła mnie swoją ręką mydlić. Robiła to jakoś dłużej niż zwykle, po czym przystąpiła do golenia. Przy tej czynności zauważyłem, że jakby naumyślnie stawia swoją nogę między moje. Czułem ciepło jej kolan i... tak, że nie mogłem usiedzieć.

Nareszcie skończyła, wyjąłem prędko pieniądze, by już zapłacić i chciałem się wynosić. Czułem, że ona zmiarkowała, co się stało, gdy swoje kolano przycisnęła do najdrażliwszego miejsca. Wstydziłem się tego, myśląc, że może przez nieuwagę to uczyniła.

— Co pan się tak śpieszy? — zapytała.

— Ja, ja nie mam czasu — odparłem, kładąc dwie marki na stole.

— Mam dwa, mogę jeden panu odstąpić — odparła, śmiejąc się, po czym dodała: — Niech pan pozwoli na chwilę do mieszkania. — I otworzyła drzwi do pokoju, który łączył się z fryzjernią.