Czy to nie są już pewne oznaki obłędu?
Otóż dziś, po trzymiesięcznej przerwie zabieram się znów do pisania. Na nic się nie zdało słowo, które dałem sobie, że raz na zawsze zerwę z grafomanią. Wmawiałem nawet sobie, że czuję wprost wstręt do pisania i że się wezmę lepiej do nauki i będę starał kształcić się w tym względzie, tak bezlitośnie zaniedbany przez zacofany cheder. Dłużej wszakże niż trzy miesiące nie wytrzymałem i zasiadam teraz znów z zapałem, by powiększyć napoczęte przeze mnie utwory grafomanii.
LIII
Przyjechawszy do Wilna, postanowiłem trzymać się ostrożnie, nie zadawać się po pierwsze z kobietami i wystrzegać się policji. Miałem tu jednego znajomego po fachu, który zamieszkiwał na Zawalnej. Miał już markę wyrobioną. Zaraz też zostałem przyjęty do spółki. Jednakże tego zaszczytu odmówiłem. Mając pieniądze, chciałem trochę sobie odpocząć i prowadzić życie spokojne. Ale koledzy, czując u mnie pieniądze, nie dali mi spokoju i znów wciągnęli w różne pijatyki i awanturki z „kobietami”, których miałem w moim awanturniczym życiu wiele i o których nie myślę się rozpisywać. Jedna miłostka była podobna do drugiej i zawsze kończyła się tak samo... Do kobietek tej sfery, w której przebywałem, przystęp był łatwy, jak wejście do sklepu. Nawiązywałem do tego czasu przeważnie znajomości z kobietami z półświatka, niestawiającymi oporu dla płacących. Więc po cóż tu opisywać rzeczy nieprzynoszące nic nowego. O jednej tylko z tych kobiet jednak muszę tu wspomnieć.
Pewnego wieczora w hotelu, gdzie mieszkałem, numerowy dał mi do zrozumienia, że o ile mnie samemu się nudzi, to może mi przyprowadzić towarzyszkę i to bardzo ładną. Przystałem na to pod warunkiem, żeby to było coś nadzwyczajnego.
Za jakąś godzinę zapukano do moich drzwi.
— Wejść! — krzyknąłem w tonie wielkiego pana.
Słyszałem, jak drzwi się po cichu otworzyły i ktoś wszedł, ja jednak udawałem, że czytam książkę, nie patrząc wcale na wchodzącego. Za chwilę obojętnie podniosłem głowę. Przy piecu kaflowym ujrzałem młodą kobietę, obserwującą mnie bacznie. Po chwili, cicho i nieśmiało wymówiła:
— Czy to pan posłał po mnie?
— A kto panią tu sprowadził?