— Numerowy, proszę pana.
— Dobrze — odparłem. — Może się pani rozgościć jak u siebie.
Kobieta ze smutkiem patrzyła na mnie, aż żal mi się jej zrobiło i znów zapytała:
— Czy pan chce mnie na chwilę, czy też na całą noc?
Zarumieniła się przy tym. Musiała niedawno rozpocząć swój „fach”.
— Zobaczymy — odparłem — na razie może zjemy kolację.
Zawołałem na numerowego i zabraliśmy się do zjedzenia kolacji. Jadła z apetytem, przyznając mi się, że jest głodna. Zachęcałem ją do jedzenia i picia, za co dziękowała oczyma. Po kolacji nieśmiało prosiła, żebym powiedział, czy ma tu zostać i na jak długo.
— Czego pani tak śpieszy? — zapytałem.
— Bo widzi pan — odparła — nam wolno chodzić po ulicy tylko do dziesiątej, więc za godzinę już mi nie będzie wolno iść z powrotem do domu.
— Pani tu zostanie, o ile zechce, do rana.