— Dobrze — odparła zadowolona i zaczęła rozpuszczać piękne blond włosy, po czym posłała łóżko, obserwowałem ją. Była bardzo wytworna w ruchach i zacząłem wypytywać ją, jak długo się już puszcza i czy ma rodzinę. Zawsze lubiłem tego rodzaju kobiety wypytywać, by sobie wyrobić własny sąd, co je do tego doprowadziło, litowałem się bardzo nad nimi.

Dla tego rodzaju kobiet miałem zawsze dużo serca. Bywało, że nieraz oddawałem ostatnie pieniądze, aby ich nie skrzywdzić. Najczęściej, jak przekonałem się, popychała je na tę drogę nieszczęśliwa miłość z winy mężczyzn i warunki społeczne.

Ta kobieta mogła mieć z górą lat dwadzieścia trzy i opowiadała mi, że na imię jej Jadzia i że jest córką fabrykanta, tam ją pracownik zwabił i zmusił do uległości, obiecując się z nią ożenić. Później ją bił i znęcał się nad nią, gdy upominała się o obietnicę. Przechodziła różne koleje, zanim zdecydowała się zostać „kontrolną”. Mówiła, że została dlatego kontrolną, aby mogła wychować dziecko, które miała i by nie była zmuszoną oddać się każdemu łobuzowi pod groźbą, że ją zamelduje.

— Teraz — mówiła — mogę zarobić dla mnie i córki, a wpierw robili mi „manifesty” jeden za drugim i często mnie pobili. Teraz boją się policji.

Słuchając jej, przykro mi się zrobiło i postanowiłem nie tknąć jej wcale. Przewróciłem się w łóżku zaraz twarzą do ściany, by zasnąć. Za chwilę odwróciłem głowę, by zobaczyć, co ona robi, zauważyłem, że płacze. Przekręciłem się i spytałem:

— Dlaczego pani płacze?

Nie odpowiedziała, tylko przytuliła się do mnie.

— Pan taki młody i taki dobry dla mnie — mówiła.

Chciałem ją delikatnie odsunąć, gdyż żądza zaczęła mnie opanowywać i myślałem, że jej tym sprawię przykrość... Przycisnęła się do mnie bardziej.

— Czy pan gardzi mną? — spytała cicho, urywanym głosem.