— Nie gardzę, bardzo ładna jesteś — odparłem — tylko nie chcę ci przykrości robić.

— Takiego jak pan, ach, chciałabym całe życie mieć — odparła i sam nie wiem, jak to się stało, że zwarłem się z nią w uścisku miłosnym.

Rano prosiła mnie, abym ją odprowadził do domu i zjadł u niej w domu śniadanie.

Zgodziłem się i wyszliśmy z hotelu, by się udać do jej mieszkania. Mieszkała za zielonym mostem, dosyć przyzwoicie, w dwóch pokojach i kuchni. Prosiła, bym usiadł, po czym z sypialnego pokoju wprowadziła małą, pięcioletnią dziewczynkę, była to jej córeczka, owoc pierwszej miłości... Dziecko było nad wiek rozwinięte fizycznie i umysłowo. Dziewczynka widać zwykła widzieć tu często obcych mężczyzn, zaraz wdrapała mi się na kolana i zadawała różne pytania, po czym zwróciła się do matki, która w lustrze poprawiała sobie włosy.

— Mama, czy dziś idziesz do kontroli? Bo ja też pójdę.

— Cicho mi bądź — odparła matka.

Ta jednak dziecięcym głosikiem wołała dalej:

— Ja sobie też podmyję i zrobię zastrzyk — szczebiotała sama do siebie.

Matka, widząc moje zdziwienie, tłumaczyła mi, że tu mieszkają jeszcze dwie jej koleżanki, również kontrolne, więc dziecko, słysząc często te rozmowy, powtarza je, nie rozumiejąc ich znaczenia.

Pomyślałem, że cud wielki będzie, gdy ta dziewczyna, wychowana w tym środowisku, wytrzyma w cnocie do lat dziesięciu. Zauważyłem też, że jest za śmiała jak na jej wiek. Za chwilę przyszły wspomniane koleżanki z nocnego połowu, obie sublokatorki weszły z głośnym śmiechem, a gdy mnie ujrzały z dziewczynką na kolanach, stropiły się, patrząc pytająco na Jadzię. Ta im tłumaczyła, że jestem jej przyjacielem i zaznajomiła mnie z nimi.