— Nie znałem jej, tylko przypadkowo na ulicy zapoznałem ją.
— Aha, a jak ja was teraz zwolnię, dokąd się udacie?
— Pojadę do domu, nie mam tu nic do roboty, o ile stryja nie zastałem.
— Skąd macie ten sygnet i zegarek? — zawołał, pokazując na stole moją własność.
— Jak to skąd? — udawałem zdumienie. — Mam to jeszcze od lat przedwojennych, ojciec mi kupił w Rosji.
Widziałem, jak komisarzowi oczy się świeciły do tych rzeczy, a wiedziałem z doświadczenia, że gdy Niemcom dostał się jaki złoty przedmiot w łapy, to już było ciężko go z powrotem wydostać.
Obawiając się, żeby przez ten zegarek i pierścionek mnie tu nie zatrzymał, dodałem:
— Pan komisarz może go zatrzymać i sprawdzić, ja mam na to świadków, że to jest moja własność.
Komisarz zamyślił się chwilę i powiedział:
— Więc dobrze, zwalniam was, a za trzy dni przyjdziecie po paszport i te rzeczy.