Odpychając ją nagle od siebie, zawołałem:
— Kto tu był u ciebie przed chwilą? Powiedz prawdę, bo zapomniałaś okno zamknąć i wazon na miejsce postawić. — Tu pokazałem palcem na wazon i okno, przy czym przybliżyłem się i spostrzegłem wyraźne ślady, że ktoś przed chwilą tędy wyszedł.
Frania stała chwilę nieruchoma jak posąg, a w jej oczach zabłysły jakieś ogniki. O! Dobrze znałem ten wzrok, nieraz go spostrzegałem u kobiet występnych. Po chwili zbliżyła się do mnie tak, że cofnąłem się. Powiedziała cynicznie:
— Co ty, mój kochany, myślisz? Sądzisz, że jak ciebie przy mnie nie ma, to moja krew zmienia się w wodę? O, nie! Ja już na początku naszej znajomości mówiłam, że muszę mieć takiego kochanka, co na każde zawołanie będzie przy mnie... A ty coś robił? Nagle wyjechałeś sobie, nie mówiąc nawet, gdzie i po co. Kto wiedział, że ty do mnie jeszcze wrócisz? Myślałam — dodała szyderczo — że ty mnie zamieniłeś na tę parszywą fryzjerkę.
Tu chciałem jej przerwać, ale nie dała mi zaprzeczyć i ciągnęła dalej:
— Nie myśl, mój kochany, że ja nie wiem, iż ty z nią byłeś. Właśnie jej mąż wie też o tym i zaprzysiągł, że się na tobie zemści. Ona, bezwstydna Żydówka i do tego matka, nie wstydziła się pod moim oknem kilka razy podglądać, czy ciebie tu nie ma. Więc, mój kochany, gdy ja byłam przy tobie, zdradziłeś mnie. Dlaczego więc mnie, gdy ciebie nie było tu wcale, nie wolno było cię zdradzić? Pięknym za nadobne płacę, mój kochany.
Po chwili namysłu dodała:
— Na pewno przez te dwa tygodnie nie próżnowałeś, o, znam cię dobrze pod tym względem. Opowiedz mi, jestem ciekawa, czy choć ta kobieta, z którą tam używałeś, była ładniejsza i mniej kosztowna ode mnie — zakończyła cynicznie.
Słuchając jej przemowy i wyrzutów, jakie mi czyniła, pomyślałem, że ona ma rację i nic nie mam na swoje usprawiedliwienie. Nie chcąc jednakże jej przyznać racji, jak to zwykle czynią mężczyźni, myśląc, że mają prawo to robić, czego kobiecie stanowczo zabraniają, nazywając to zdradą, powiedziałem:
— Nie mam wcale zamiaru przed tobą spowiadać się ze swoich uczynków, ale ty też nie potrzebujesz tak otwarcie postępować ze mną i robić, co ci twój kaprys wskaże, to do niczego dobrego nie doprowadzi... — zdaje mi się, że te ostatnie słowa rzuciłem wtedy jako groźbę.