— Tak — rzekła chłodno — więc ty nie masz „forsy”, a ja myślałem, że ty przybywasz do mnie bogaty i że będę mogła kupić, co mi jest potrzebne.
— Mówiłem, ci, że dostaniesz dziś pieniądze, więc o co ci jeszcze chodzi? Jak widzę, to tęskniłaś bardziej do mojego portfela niż do mnie.
— Jakbyś zgadł — zawołała — bo widzisz, mój kochany, gdy mężczyzna ma pieniądze, to kobieta go zawsze lepiej kocha niż gdy ich nie ma. — Po chwili dodała filozoficzną uwagę: — Samą miłością przecież nie można żyć, trzeba do tego jeszcze coś więcej, aby egzystować.
— Masz zupełną rację, moja kochana — przyznałem. — Nie wiedziałem, że ty tak praktycznie zapatrujesz się na życie, a ja w zupełności popieram twoje zdanie. Więc na razie ubierajmy się, bo zaraz południe.
Przy tych słowach wyskoczyłem z łóżka i zacząłem się ubierać. Frania obserwowała mnie przy ubieraniu się, a gdy już stanąłem gotowy do wyjścia, zawołała:
— No, kiedy wrócisz? Wpierw nie ubiorę się, zanim forsy nie otrzymam. — Po chwili dorzuciła: — Tylko nie zabłądź czasami do tej twojej Żydówki, możesz się golić gdzie indziej — zakończyła ironicznie.
— Bądź o to spokojna — odparłem — już z nią nic więcej nie będę miał.
— Aha! — krzyknęła wesoło. — Mam cię. Ty sam mówisz, że nic już więcej nie będziesz miał z nią, znaczy to, że coś z nią wpierw miałeś. Sam wyklepałeś się, dotychczas doprawdy były to tylko z mojej strony domysły.
Śmiałem się z jej uwagi.
— No, już idę — rzekłem — bądź zdrowa.