— Dobra, zgadzam się na wszystko.
Po obiedzie udałem się znów do pasera, gdzie obaj wspólnicy już na mnie czekali, ucieszyli się bardzo moim przybyciem. Wspólnik, którego zwano „Szofer” i który był hersztem, odezwał się do mnie:
— Jutro mamy zamiar jechać na jedną robotę. Na pewno pojedziesz z nami, co?
— Tak, pojadę, potrzebuję forsy.
— Mogę ci pożyczyć — odparł drugi wspólnik, nie Żyd, a nazywał się Antek.
— Nie potrzebuję, już pożyczyłem.
Ostrzegli mnie też, abym się miał na baczności i nie kręcił się, bo mogą mnie poznać.
Po umówieniu się ze wspólnikami na następny wieczór rozeszliśmy się do domu.
LV
Paser po ich odejściu zawołał mnie do sypialnego pokoju, przekręcił klucz w drzwiach, wyciągnął czerwoną chustkę, rozwinął ją i ujrzałem biżuterię. Oświadczył mi, że zaraz tu przyjdzie ten Niemiec. Jak tylko się ściemni, to pójdziemy we trzech i dopiero w sieni da mi wszystko do ręki.