Wyciągnąłem zawiniątko z kieszeni. Joskowi oczy się zaświeciły, a żona przymierzyła sobie platynowe bransoletki wysadzane kamieniami.
— Co to ma kosztować? Gadaj! — zapytał gorączkowo. Ociągałem się z odpowiedzią.
— A bo to ja wiem.
— Powiedz, co chcesz, a ja potem powiem, co dać mogę.
— Pięć tysięcy rubli to jest warte — oświadczyłem.
— To trochę za dużo — odezwała się żona — to będzie trzeba przerobić, ale mąż to kupuje.
— Skąd to pochodzi? — zagadnął Josek. — I jak daleko stąd są zarobione?
— To zarobione jest na Litwie. Tutaj śmiało można nosić.
Josek wyciągnął do mnie rękę.
— Ostatnią powiedz cenę i już płacę pieniądze.