Starałem się i pragnąłem w duchu, aby być tu jak najmniej widzianym, a ona, jakby na złość, ściągała wzrok wszystkich na siebie, a przy tym i na mnie. Próbowałem się od niej trochę niepostrzeżenie oddalić i udawałem, że idę do lustra, które stało o kilka kroków, ale ona też podążyła za mną i zaczęła się przeglądać w wielkim lustrze, wyprężając swoją kształtną figurę. Żałowałem w duchu, że dałem się namówić.
Nareszcie nastąpił antrakt, odetchnąłem z ulgą. Starałem się wybrać miejsce jak najmniej widoczne. Ale Frania pociągnęła mnie za sobą na sam środek sali. Co było robić, musiałem i tym razem być posłuszny, zarazem dałem sobie słowo, że nigdy już publicznie z nią się nie pokażę.
Podczas seansu na początku patrzyłem na film z zainteresowaniem, jednak po drugim antrakcie znudziłem się i prosiłem w duchu, żeby to jak najprędzej się skończyło. Lubię co prawda kino, ale tym razem coś mnie dręczyło i nie zaznałem spokoju, chciałem już stąd wyjść, ale obawiałem się tego głośno wypowiedzieć, widząc, że Frania doskonale się tu czuje. Czekałem więc cierpliwie, a żeby zaś sobie czas skrócić, zdrzemnąłem się.
Dziwna rzecz, że w te parę minut drzemki miałem, że tak się wyrażę, proroczy sen. Widziałem siebie elegancko ubranego na pięknej sali, sala ta była tak oświetlona elektrycznością, że aż światło raziło mnie w oczy. Wszędzie na ścianach i suficie, nawet po bokach na podłodze były lampki elektryczne, które rzucały blaski wprost niemożliwe dla ludzkiego oka. Muzyka pięknie grała. Wystrojone kobiety i mężczyźni tańczyli i bawili się wesoło. Kelnerzy ubrani na biało roznosili na tackach ciastka i różne cukierki i napoje. Przy mnie widzę Hankę, całą w bieli, a śni mi się zarazem, że dziwię się, skąd ona się wzięła na sali, gdyż już dawno nie żyje. Zbliżam się do niej, by ją zapytać. Nagle światło wszędzie gaśnie, a zjawa znika. Czuję się wrzucony do ciemnego, ciasnego lochu. Wtem ktoś mnie trącił i przebudziłem się.
Przed oczyma na płótnie mignął mi obraz seansu, sekund kilka trwało, zanim uprzytomniłem sobie, gdzie jestem. Ujrzałem, jak Frania w najlepsze kokietuje jakiegoś mężczyznę z pobliskiego rzędu krzeseł.
— Frania — zawołałem. — Powiedz mi, co tu grano.
Myślałem bowiem, że to nie był sen tylko, że widziałem coś podobnego na obrazie.
— Ty śpiochu, ty byś ciągle spał. — I opowiadała mi, że na obrazie pokazywano różne góry i odlewanie metalu.
Przez wychowanie w chederach stałem się bardzo zabobonny, zasmuciłem się, wróżąc sobie z tego snu, że mnie czeka jakieś nieszczęście, co też w krótkim czasie się sprawdziło.
Wychodząc z kina, natknąłem się oko w oko z agentem B.226 Widać, że był bardzo dobrze poinformowany o moim pobycie w kinie. Przywitał mnie niedbale, a Frani począł robić komplementy. Potem przeprosił ją, a mnie odwołał na stronę i przemówił do mnie w te słowa: