— Powiedz, „Nachalnik”, gdzie byłeś przez tyle tygodni. Mów tylko prawdę, bo wszystko o tobie wiem.

— Gdzie miałem być? — zapytałem. — Wszak pan wie, więc po co się pan pyta?

— Ty ze mną nie żartuj, tylko odpowiadaj na pytania.

— Ja nie żartuję i może mnie pan aresztować, jak jest za co — rzekłem śmiało.

B. patrzył na mnie przenikliwie i dodał:

— Tymczasem możesz jeszcze pobujać na wolności, nie mam zamiaru cię teraz aresztować. I na to przyjdzie czas. Tylko to ci mogę powiedzieć, że żal mi cię, moja żona mnie ciągle pyta o ciebie, wiedząc o twoim pochodzeniu. Nie chciałbym cię skrzywdzić, ale będę do tego wreszcie zmuszony. Ty jesteś bardzo nieostrożny, włócząc się z tego rodzaju kobietami po kinie.

Mówił do mnie tonem ojcowskim, z czego zmiarkowałem, że trzeba mu dać w łapę. Wyciągnąłem też niepostrzeżenie pięćset rubli w papierku i przy pożegnaniu wręczyłem mu nieznacznie w rękę.

Prosił też, bym do niego przybył jutro na obiad, po czym z Franią wróciłem do domu.

Smutno spędziłem w objęciach Frani tę noc, wszelkie jej starania, by mnie rozweselić, nie udawały się. Przez całą noc oka nie zmrużyłem, rozmyślając o przeszłości. Zerwać z tym wszystkim i wrócić do domu! Nie, to niemożliwe, czułem, że nie mógłbym teraz wyżyć jednostajnym małomiasteczkowym życiem.

Życie, które do tego czasu prowadziłem, pomimo że znałem jego złe skutki, miało jednak dla mnie jakąś ponętę i pociągało mnie ku sobie.