— Jesteś, mój kochany! Mam dla ciebie dobrą nowinę. — Pociągając mnie zaś za sobą, dodała: — No, zgadnij, co ci mam do powiedzenia — nalegała naiwnie, a widząc, że nie podzielam jej wesołości, rzekła: — Jak mnie nie pytasz, to ci nie powiem.
Myślałem, że znów jakichś nowych głupstw musiała narobić, ale zaciekawiło mnie to, bo cały tydzień po zajściu z tą handlarką byliśmy nie bardzo ze sobą, a teraz mnie nagle tak wesoło przywitała, to musi być naprawdę coś ważnego.
— Powiedz mi, to będę wiedział, bo nic się nie domyślam.
Frania zrobiła tajemniczą minę i wyciągnęła jakiś list.
— Zgadnij, co to za list — rzekła, wymachując nim w powietrzu. Wyciągnąłem rękę.
— Pokaż mi ten list i skąd go masz?
Frania znów go schowała za siebie, mówiąc:
— Siadaj tu na kanapie, bo muszę ci wpierw wszystko opowiedzieć.
Zaciekawiony wykonałem jej rozkaz.
— Masz ty rodzinę? — nagle zapytała.