Wymówił to ze wzruszeniem. Ja, słysząc, że to jest twój ojciec, zaczęłam go przepraszać i chciałam go przyjąć poczęstunkiem, ale mi stanowczo odmówił, tłumacząc się, że nie ma dużo czasu. Zaczął mnie prosić ze łzami w oczach, abym namówiła cię, byś wrócił do domu. Obiecałam mu to, mówiąc z nim po żydowsku. Smutno roześmiał się, pochwalił, że dobrze mówię po żydowsku. Mówił, że o ile chcę, mogę też przyjechać tam do was na letnisko i że będę dobrze przyjęta.

Jeszcze dużo opowiadała mi o ojcu, chwaląc, że choć Żyd, ale bardzo przystojny i dobry człowiek. Cały czas, słuchając jej, doznawałem dziwnego uczucia. Znając nieugięty charakter ojca, nie mogłem tego wszystkiego w żaden sposób w głowie pomieścić. Po prostu nie do uwierzenia. Mój ojciec zgadza się na przyjazd syna-złodzieja do tego zacofanego miasteczka, a nawet zaprasza kochankę, a do tego gojkę? A co gorsze, kobietę nie bardzo surowych obyczajów? To... być nie może. Jeszcze kilka razy czytałem list ojca, pisany po żydowsku, w obecności Frani.

Uśmiechnął mi się odpoczynek w domu i życie spokojne. Do mojego burzliwego życia zacząłem się zniechęcać. Ale jak tu się rozstać z Franią? Brać ją ze sobą jest niemożliwe. Znałem za dobrze ojca i rozumiałem go, on tylko przez delikatność to zrobił, nie chciał jej urazić, a pewnie zrozumiał, że ta dziewczyna ma na mnie wpływ, więc chciał ją ująć i zaproponował, że może także przyjechać latem do nas. Nie, to wprost nie do uwierzenia.

Po drugie, myślałem, że gdyby nawet i tak było i pojechałbym z nią, to czy będę tam bezpieczny? Nie, za dużo już zbroiłem, abym mógł w domu być bezpieczny. O! Jaki by był wielki wstyd dla ojca, gdyby policja aresztowała mnie w domu. Nie, nigdy tam nie pojadę.

Frania, widząc mój smutek i zamyślenie, zbliżyła się do mnie pieszczotliwie, jak nigdy do tego czasu; widać zyskałem na wartości, gdy dowiedziała się o moim pochodzeniu. Ona była już zdecydowana, że ze mną tam pojedzie. Na jej propozycję wybuchnąłem gorzkim śmiechem.

— Co, ty się wstydzisz ze mną tam jechać? A mówisz, że mnie kochasz? Ojciec twój mnie się nie wstydzi, choć nie jestem Żydówką, a ty... — mówiła to z wielkim oburzeniem, z oczyma tryskającymi ogniem zemsty.

— To niemożliwe — powiedziałem. — Ojciec mój, chcąc mnie zwabić do domu, robi z siebie ofiarę i godzi się na twój przyjazd, co prawda mój ojciec jest Żydem postępowym, trochę filozofem i nie odróżnia przekonań religijnych, ale co na to ludzie w miasteczku powiedzą? Będą nas wytykać palcami. Nie, nigdy się na to nie zgodzę.

Frania robiła mi jeszcze wyrzuty i potem ubrawszy się, prędko wybiegła na ulicę.

Myślałem teraz nad swoim położeniem. Skąd ojciec mógł się dowiedzieć, że tu jestem i że z nią tu mieszkam? Widocznie ktoś mnie śledzi.

Wiedziałem, że w tym mieście jest dużo ludzi, którzy znają dobrze całą moją rodzinę, a także i mnie. Żal mi było ojca. Martwiłem się i postanowiłem stąd wyjechać do Warszawy, bo tam słuch po mnie zginie. Postanowiłem też Frani zaproponować, aby ze mną wyjechała, ale nie do mojego domu, tylko do Warszawy, tym bardziej, że czułem, iż tu w powietrzu coś złego nade mną wisi.