Ze łzami w oczach odprowadziłem ją do domu, przysięgając, że się z nią ożenię. Była ona faktycznie niewinną dziewczynką i do dziś dnia uważam to zajście z nią za największą podłość, jaką kiedykolwiek uczyniłem w swoim życiu. A dlaczego tak uważam, to się okaże.

Na drugi dzień zaraz z rana przybiegła do mnie, wiedząc, że tego dnia wyjeżdżam na robotę, tuliła się do mnie i łkała.

— Co będzie teraz ze mną — mówiła — gdy ojciec się dowie, on mnie zabije.

Pocieszałem ją, jak tylko mogłem i znów, tym razem sama, pociągnęła mnie ku kufrowi i oddała się już namiętnie, wołając:

— O! Nie wiedziałam, że to jest tak dobrze. Prawda, że się ze mną ożenisz? — dodała naiwnie.

— Prawda, moja kochana, przyjadę z roboty do ciebie i poproszę ojca o twoją rękę.

Mówiłem to, nie wierząc sam w swoje słowa.

LVIII

W piątek po obiedzie pojazd zaprzężony w parę koni, stalowanych229 przez pasera, wiózł nas trzech do tego miasteczka odległego o dwadzieścia osiem wiorst, mieliśmy wrócić bogato. Droga ciągnęła się między lasami i byliśmy bardzo weseli.

Furman, zaufany pasera, opowiadał wesołe anegdotki, pociągając z butelki, którą „Szofer” mu od czasu do czasu podawał. Byliśmy wszyscy w wesołym usposobieniu, nikomu z nas nawet nie przyszło na myśl, że robota może się nie udać. Jednym słowem, byliśmy pewni siebie. Mając takiego nadawcę, jakim był ten paser i tak dobraną trójkę do wykonania, czyż można było wątpić w powodzenie?