Nad odpowiedzią na to pytanie musiałem się trochę namyśleć, póki sobie nie przypomniałem całego faktu z dwudziestego rozdziału Sędziów.

— Tak, rebe, przez kobietę.

— A kto był przyczyną, że nasz mądry król Salomon43 zgrzeszył przed Bogiem, czy nie kobieta44?... Czy ty, synu, znasz księgi Salomona, tego znawcy dusz kobiecych, czy wiesz, że Salomon trzymał aż tysiąc żon po to tylko, by jak w laboratorium przeprowadzać różne eksperymenty, ażeby trafne orzeczenia o kobietach wystawić? „Synu mój — mówi Salomon — czy to jest możliwe, żeby człowiek trzymał ogień na swoich kolanach i żeby ubranie jego się nie zapaliło? Czy możliwe, żeby człowiek spacerował boso po żarzących się węglach i sobie nóg nie poparzył?” Tak, ten który się zadaje z kobietą, ponosi złe skutki i bezkarnie to się nie obejdzie!

Nie będę opowiadał o tym wszystkim, co mi naopowiadał, dając za przykłady opowiastki z Talmudu. Zaznaczę jedynie, że po czterogodzinnej, przykrej dla mnie pogawędce, dałem mu rękę „tkias-kaf45, że dopóki będę uczęszczał do tego jeszywetu, nie będę spacerował z kobietami, a nawet będę się starał je omijać. Wyrażałem przy tym swą zupełną skruchę. Za karę dał mi trzy „mis-merym”, tj. co drugi dzień miałem całą noc nie spać i uczyć się w jeszywecie „szewet musser” (nauka o strofowaniu i pokucie). Na tym się skończyła cała awantura i co prawda jakiś czas trzymałem się tak, że córka piekarza płakała ciągle z tego powodu, żem zupełnie od niej stronił. Czyż mogłem przemawiać do niej i powiedzieć jej przyczynę? Wszak parzyła mnie jeszcze ręka, którą podałem, przez co przyrzekłem, że nawet mówić z tymi stworzeniami nie będę, za które, chociaż były bardzo pociągające, tak mnie prześladowano. Tak zawsze przeszkadzali mi kogoś kochać! Gdy był to goj, nie mogłem go kochać, bo goj nie ma duszy, gdy kobieta, to także niebezpieczna i tak zawsze, co mi się spodobało, było właśnie najgorsze.

W tydzień potem nadchodziły znowu „Święta Trąbki”. W jeszywecie ogłosili znów, że kto chce, może się udać na święta do domu. Za zgodą matki, która wracając z kuracji, była u mnie, postanowiłem tym razem nie jechać do domu na święta ze względu na egzaminy, które miałem zdawać do drugiej klasy.

W całym jeszywecie zostało nas sześćdziesiąt procent. Po większej części zostali ci, którzy nie mieli do kogo jechać. Codziennie od pierwszego dnia miesiąca „Ełeł46 z większą gorliwością odprawiano modły i po całych nocach siedzieliśmy nad Talmudem. Gorliwie się modląc, skupiłem się, aby przypomnieć sobie grzechy z całego roku. Po raz pierwszy miałem stanąć przed sądem, żeby zdać rachunek ze swych złych występków, które po skończeniu trzech lat życia, od chwili „bałmicwy” uczyniłem. Wierzyłem w to, że jedno jest dla mnie wyjście z tej sytuacji: a to błagać Boga z całego serca o przebaczenie. Więc w sercu swym rzeczywistą nosiłem skruchę.

W święta przy modlitwie „Unsane tejkef” (znaczenie dnia) płakałem przygnębiony. Po „Trąbkach” podczas „Aseres imej trzuwe” (dziesięć dni pokuty) aż do sądnego dnia siedziałem w nocy do godziny trzeciej nad Talmudem. W „Sądny Dzień”47 wieczorem przy modlitwie byłem tak wyczerpany i przejęty, żem zemdlał. Modlitwa dnia tego szczególnie działała na wyobraźnię. Wymawiałem słowa modlitwy „Misper haj odom” (rachunek z życia człowieka) z całym przejęciem się powagą chwili, bo czyż te słowa nie mogą działać na umysł dziecka karmionego nimi jedynie?

„Władco świata, Ojcze miłosierdzia i przebaczenia, któryś zawsze gotów przyjąć nawróconych. Ty stworzyłeś człowieka po to, żeby mu osłodzić jego życie... ” itd.

Cały „Sądny Dzień” pościłem. Po tych strasznych dniach wybladłem nie do poznania, ale jakoś lżej na duszy mi było, byłem pewny, że Bóg był łaskawy, gdy mnie sądził. Dałem sobie słowo, że więcej już nie zgrzeszę. Niestety, należałem do ludzi o słabym charakterze i dlatego słowa nie dotrzymałem.

Po świętach miałem egzamin do klasy drugiej.