Budzę się, cały zlany potem i zastanawiam się chwilę, zanim mogłem się zorientować, gdzie jestem i co się ze mną dzieje, słyszę wkoło siebie jakiś hałas i głośną rozmowę. Przecieram oczy, jakbym chciał odpędzić przykry widok. Patrzę przed siebie i to, co ujrzałem i poczułem w tej chwili, niepodobna jest opisać. Uczucie, którego doznałem, było jednym z najstraszniejszych, jakich kiedykolwiek zaznałem w życiu. Ciemno mi się zrobiło w oczach i jak przez mgłę widziałem dwie lufy rewolweru skierowane w moją stronę. Wszystko nareszcie zrozumiałem. Serce ścisnęło mi się i dreszcz przeszedł wskroś ciała, tak jakby śmierć stanęła obok mnie i zajrzała mi w oczy.
— Jazda, ubieraj się — zabrzmiał szyderczy głos.
Drgnąłem na te słowa i spojrzałem, odzyskując już przytomność umysłu. Był to agent B. Oczy nasze spotkały się. W jego oczach był triumf i duma zwycięzcy.
Nie zdążyłem się namyślić, gdy drugi agent szarpnął mnie za ramię, ściągając ze mnie koc.
— Ubieraj się prędko — mruknął mi jeszcze groźniej niż B.
Zacząłem się ubierać. Ubrania moje były już dokładnie zrewidowane, a całe mieszkanie wyglądało tak, jakby tu Tatarzy przeszli. Było tu aż kilkunastu z policji, zrywano w podejrzanych miejscach podłogę i wszystko przewrócono do góry nogami. „Meliniarka” stała w nocnej bieliźnie, tylko chustę miała zarzuconą i cała drżała, a jej troje dzieci, trzymając się jej za koszulę, płakało na głos. Ubrałem się, z płaczem żegnała mnie ta biedna rodzina, nałożono mi kajdanki i wyprowadzono z mieszkania.
Gdy mi się to śniło, agenci już stali nade mną i wtedy zrewidowano cały dom, znaleziono moje przybory, które jeden z agentów w skórzanej walizie z ledwością dźwigał za mną.
Po drodze śmiali się ze mnie, że się już teraz nie wymknę z ich rąk i że dość już nabroiłem. Najwięcej drwił agent B. i dawał mi dwuznacznie do zrozumienia, że to żona fryzjera ich tu sprowadziła, czego się i tak sam domyśliłem. Tak, zemściła się strasznie nade mną. A raczej jej mąż ją do tego nakłonił, jak się to później okazało. Przyprowadzono mnie na policję. Tam dopiero oprzytomniałem zupełnie, aby zdać sobie sprawę, że jestem zgubiony.
Oj! Jak chciałbym się w tej chwili zapaść pod ziemię. Gdzie tylko spojrzałem, spostrzegłem wzgardę i potępienie. Ten sam agent B., który z tych, co mnie aresztowali, najwięcej ode mnie brał łapówek, teraz szydził ze mnie i napawał się moim upadkiem...
Spisano tu na razie protokół i wzięto mnie w „krzyżowy ogień pytań”, potem całość dopełniona została kilkoma porządnymi kułakami i kopniakami, wśród szyderczych uwag przedstawicieli sprawiedliwości zostałem popchnięty po schodach do kozy. Drzwi żelazne, podwójne dla niebezpiecznych, z hałasem się za mną zamknęły.