Słysząc głos Mańka, chciałem się odezwać, ale wstrzymałem się, aby słyszeć, co on myśli o mnie. Wtem wartownik przechodził pod oknem i nakazał milczenie.

Po chwili, gdy wartownik oddalił się, znów zaczęto z sobą rozmawiać, ale tym razem głosy rozmawiających zwiększyły się, padały różne pytania i odpowiedzi co do mojej osoby. Czyjś nieznany mi głos o mnie się tak wyraził:

— Czy to ten sam Żyd, co przechodził z Franią tu pod murem?

— Tak — odparł ktoś.

— Ja, będąc Staśkiem — odezwał się tenże głos — takiego wspólnika bym...

Kilka głosów to potwierdziło, tylko jeden Maniek tak się odezwał:

— To był dobry chłopak i fest z niego urke, a w to, co jest między wspólnikami, nie ma nikt prawa się wtrącać. A pod jaką celą on siedzi?

Na te słowa żal mi się zrobiło tego biednego Mańka, który był zawsze dobry dla mnie i nie wytrzymałem, wlazłem na stół i czepiając się kraty, zawołałem go po imieniu.

— Jak się masz, brachu? — odezwał się. — Ty tu?

— Tak, bracie, to ja.