— Co nowego ci mówił?

— Źle, bracie, ze mną, nie przypuszczałem wcale, o co mnie oskarżają, czy ty nie znasz tu jakiegoś Kamera?

— Tak, znam, to ten sam, co przyprowadziłem go wtedy do ciebie i miał należeć do tej ostatniej naszej roboty, a ty wówczas go nie chciałeś. On teraz tu siedzi na drugim oddziale, jest strasznie pobity, złapano go na gorącym uczynku.

Teraz oświetliło mi się w głowie i powiedziałem:

— Czy ty wiesz o tym, że on mnie bierze do sprawy? Ja go wcale doprawdy nie znam i z nim nigdzie nie byłem. On dał pierwszy powód, by mnie aresztowano.

Stasiek patrzył na mnie, chwilę nie dowierzając, i odparł:

— To być nie może, przecież to stary urke, on by tego nigdy nie zrobił, może się mylisz?

— Ja się się wcale nie mylę, tak jest, on bierze mnie do sprawy. Odegrał się widać za to, że go nie chciałem wziąć wtedy na robotę.

— Ja się będę starał dowiedzieć o tym — rzekł Stasiek i zamknął moją celę.

Nazajutrz zawołano mnie znów do śledczego, a za mną wprowadzono tego Kamera. Był to olbrzymi chłop lat czterdzieści pięć. Mówił mi w oczy, że z nim tam byłem. Chciałem z rozpaczy rzucić się na niego, ale zaraz nas rozłączono.