Rano, jak przewidywałem, każdy z dozorców uważał za obowiązek obejrzeć mnie. Szczęście jeszcze, pomyślałem, że Róla tu nie ma, ale ten miał przybyć już za dwa dni. Wspólnik w sprawie nieszczęsnej ucieczki wszystko zganiał na mnie. Na śledztwie tłumaczył też, że ja, będąc kalefaktorem, zdjąłem mu sam zamek z drzwi, grożąc, że go zabiję, gdyby mi współudziału odmówił. Twierdził, że ja namówiłem go też do zabójstwa nocnego dozorcy, którym miał być Lustig.

Tu muszę zaznaczyć, że na moje nieszczęście tej nocy była akurat zmiana dozorców i stał tej nocy czujny i fizycznie dobrze zbudowany dozorca, bo gdyby faktycznie stał jeszcze wtedy słabowity i tchórzliwy weneryk253 Lustig, który zawsze po północy chrapał tak, że aż było go słychać w celach, nie wątpię, żeby się to udało.

Jednym słowem wszystko na mnie walił, czym sobie też ulżył, ponieważ dostał tylko siedem dni karceru, a ja otrzymałem cały miesiąc karceru i bezterminowe kajdany na ręce i nogi i do tego przykuty byłem do ściany.

Teraz dopiero poznałem, co to jest cierpienie.

Niemcy nalegali, abym powiedział, co miałem zamiar zrobić, a ja trzymałem się jednego, że umówiłem się z nim, by dostać się do dyżurki, gdzie był chleb, marmelada i papierosy dla dozorców. Było to trochę z mojej strony naiwne tłumaczenie, ale trudno, musiałem coś mówić.

Teraz stałem się z dnia na dzień hardy i opryskliwy wobec swoich dręczycieli. Czy jest się co dziwić temu? Nawet pies trzymany na łańcuchu staje się w końcu wściekły.

Szkoda mi było tego Webera, który za to, że mnie wziął za kalefaktora, został oddalony ze służby i odebrali mu nawet cholewy, bo ktoś i o tym doniósł.

LXIV

Przyszły święta żydowskie, rabin postarał się o to, że teraz codziennie przyjmowano dla Żydów jedzenie rytualne. Elka ze łzami w oczach wybłagała to, że i dla mnie w dniu, który miałem „wolny”, przyjmowano też jedzenie.

Miesiąc karcu odbywałem w ten sposób: