Zacząłem go prosić, aby mi powiedział, skąd zna ojca i skąd on pochodzi.

Zamyślił się znów i powiedział:

— Znałem waszego nieboszczyka ojca, niechaj mu ziemia lekką będzie, bardzo uczciwy to...

Szarpnąłem się na łańcuchu tak silnie, że się przeląkł i nie skończył zdania, lecz odskoczył w bok.

— Jak to — krzyknąłem nieswoim głosem — ojciec mój już nie żyje? Powiedz pan, powiedz — prosiłem go błagalnie, widząc, że ma chęć zamknąć już celę, gdy zmiarkował, że za dużo powiedział.

Wszakże widząc moją rozpacz, odparł:

— Uspokój się pan, to ja powiem.

Przyrzekłem mu to, więc po chwili mówił:

— Ojciec już umarł na końcu sierpnia. Do ostatniego dnia chodził, ale nikł w oczach. Szkoda! Był to bardzo porządny i dobry człowiek. Znałem go długie lata, gdy jeszcze byłem rządcą na folwarku J.

Chciał jeszcze mówić, ale obawiał się Róla, który się zbliżał, więc wyszedł z celi.