— Co jest? — odparł zagadnięty sąsiad radośnie. — Jutro idziemy wszyscy na wolność.
Słysząc to, pomyślałem, że z radości serce mi pęknie. Zeskoczyłem ze stołu. Pomimo kajdan zjadłem całodzienne jedzenie, które stało nietknięte od rana. Kolację dano też jakoś później niż zwykle. Dozorcy Polacy przy kolacji każdemu powiedzieli „dobranoc”. Radość zapanowała między więźniami nie do opisania. Znów wgramoliłem się na okno. Wszyscy jak jeden mąż byli teraz w oknach. Krzyczeli i rozmawiali na cały głos.
Kilku z dawnych gości, co tu siedzieli, przybyło też pod mur i krzyczało do nas, że na pewno jutro nas uwolnią. Pokazywali też rewolwery, które odebrali Niemcom i wystrzelili na wiwat dwa razy, twierdząc, że czekają na Róla i że muszą go dostać. Niezadługo pojawili się też polscy żołnierze na warcie na więziennym podwórzu.
— Czołem, chłopcy! — zawołał wartownik. My odpowiedzieliśmy mu na głos. Później śmielsi poprosili go o papierosa, żołnierz podawał, co miał przy sobie, mówiąc, że jutro już sami sobie będziemy mogli kupić papierosy. Zadawaliśmy mu różne pytania. On nam tłumaczył, co się stało. Można było też słyszeć takie rozmowy:
— Ty, Felek, ubranie masz na wychód?
— Tak, mam, ale letnie.
— To nic — radził tamten — jak jutro nas zwolnią, to się postaramy.
— Józek! — wołał ktoś — wieleś już „odkiwał”?254
— Niedługo będzie trzy wiosenki.
— A wiele tobie jeszcze pozostało?