— Żydzi też dostaną swoją Palestynę, a kto będzie chciał, będzie mógł tam jechać. Od dziś już nie będzie zaborców. Każdy naród ma odzyskać swoją ziemię ojczystą.
— Ty! „Nachalnik” — wołał na mnie sąsiad. — Słyszysz, jutro jedziesz do Palestyny.
Nic nie odpowiedziałem, bo nie bardzo chciało mi się wierzyć w tyle szczęścia od razu po tylu mękach. Tymczasem jeszcze kajdany brzęczały mi na rękach. Wtem usłyszałem kroki po korytarzu, zlazłem z przyzwyczajenia ze stołu, za chwilę drzwi moje otworzyły się i stanął w nich dozorca.
— Proszę pana zejść na dół!
Nie ruszyłem się jednak z miejsca.
Dozorca powtórzył delikatnie to samo, teraz powlokłem się na dół.
Pośrodku centrali stały już cztery wynędzniałe postacie, pobrzękując kajdanami, między nimi poznałem też Mańka. Na stronie stał jakiś oficer i cywil. Bliżej nas stał ten sam brunet o postawie wojskowej, o którym to wspomniałem, że nazywał się Jun-ys.
Zwrócił się do nas ze słowami:
— Chłopcy! Od dziś jesteśmy wolnym narodem polskim. Niemiec został wygnany na zbity łeb z naszej ziemi ojczystej. Nie będzie on was więcej katował. Wkrótce przejrzy się wasze papiery i po kolei pójdziecie do waszych rodziców, do matek i do sióstr. Nie będziemy was więcej kuć w kajdany, starajcie się od dziś zostać pożytecznymi dla społeczeństwa, a wszystkie wasze grzechy pójdą w zapomnienie.
Po tych słowach dał rozkaz, aby natychmiast zdjęto nam kajdany. Łzy radości stanęły nam w oczach. Maniek uradowany krzyknął: