Spojrzał na mnie, a odkładając zabłocony chodak, który trzymał w ręku, po chwili namysłu odrzekł stanowczym tonem:

— Wszystko, co by cadyk rozkazał, bez wahania uczyniłbym.

Przerwałem mu:

— A nawet i hazer jeść?

Wszyscy się roześmiali.

— Tak — odrzekł. — Jednym słowem, wszystko najgorsze uczyniłbym, gdyby on rozkazał, nawet w ogień wskoczyć! A wiecie dlaczego? Bo on już najpierw wie, co z tego wyniknie, dlatego to, co rozkaże, jest na pewno dobre, choćby na razie wyglądało, że jest złe. Ot — dumał — gdybym miał teraz trochę czasu, opowiedziałbym wam o jednym wypadku.

My wszyscy, a było nas z dziesięciu, gdyż w piątek to było, a każdy tego dnia ma wolny czas, zaczęliśmy nalegać, aby nam opowiadał, więc ustąpił i kazał nam wierzyć, że to, co powie, jest prawdziwy fakt. Daliśmy mu słowo, że wierzymy we wszystko, co tylko opowiada i że śmiało może opowiadać, co też uczynił.

XVII

„W jednym dużym mieście w Polsce żył chasyd bardzo bogaty. Miał kilka fabryk i własny bank. Co roku na Jonim noroim (święta nowego roku i sądny dzień) jeździł do swego cadyka, któremu przekazywał poważne sumy na humanitarne cele, tak upływały lata. Pewnego roku przyjechał bardzo smutny na święta do cadyka. Po świętach miał już odjechać, gdy cadyk go błogosławił, rozpłakał się i zaczął mu opowiadać, że źle stoi w tym roku: stracił bardzo dużą część majątku i prosił o radę, w jaki sposób poprawić stan rzeczy. Cadyk spojrzał na niebo, a następnie przemówił do niego w te słowa:

— Słuchaj, Chaim, ja mam dla ciebie radę, że znów będziesz bogaty, ale wiem, że ty tego nie będziesz chciał zrobić.