Więc generał podążył za nim, widział, jak otworzył kasę ogniotrwałą, wyszukał pięć kopiejek i powtarzał jak zwykle, że pożycza tylko na chleb. A gdy się wzbogaci, to odda z procentem. Generał wsunął się po cichu za nim i kładąc mu rękę na ramieniu, rzekł:
— Nie lękaj się, ja też jestem złodziejem, więc jesteśmy koledzy po fachu i mnie nie powinieneś się obawiać.
Widząc, jak ten się przeląkł jego przybyciem, ciągnął dalej:
— Widzę, że potrafisz zamki otwierać, więc zróbmy spółkę. Na co ci brać po pięć kopiejek, nie bądź głupi. No, zgoda?
Żyd nie chciał się zgodzić, tłumaczył, że on nie jest żaden tam złodziej i że tylko pożycza i chciał wyjść. Generał wtedy rzekł do niego:
— O ile nie weźmiesz mnie za wspólnika, to cię wydam policji, jak wolisz?
Przy tym ujął go za kołnierz, ten nie chciał być skompromitowany, zgodził się pod warunkiem, że z tego sklepu nic więcej nie weźmie. Generał się roześmiał.
— Ja mam lepszą robotę, jak się tym razem uda, to będziemy najbogatszymi ludźmi w mieście, a więc słuchaj: już dawno szukam takiego jak ty, żeby potrafił być niewidzialnym i potrafił wszelkie przeszkody usunąć! Otóż znalazłszy ciebie, mój dawny plan wykonamy. W naszym mieście mieszka, jak ci wiadomo, generał-gubernator, bardzo bogaty. U niego w skarbie leży samą gotówką milion rubli, a drogich kamieni bez liczby, więc idźmy razem. Ja tam znam każdy zakątek w pałacu i wiem, gdzie skarbiec. Dostaniesz się do niego niedostrzeżony przez żołnierza, który pilnuje tego skarbu. Podzieliwszy się, zostaniemy bogatymi raz na zawsze, zgoda?
Żyd nie chciał się z początku zgodzić, lecz uległ pod różnymi groźbami. Udali się więc do pałacu. Po wejściu do środka generał wskazał mu drogę do skarbca, a sam został i przytuliwszy się do muru ogrodzenia, czekał jego powrotu. Po upływie pół godziny Żyd wrócił z niczym. Generał ze złości go spytał, co to ma znaczyć. Na to mu Żyd odrzekł:
— Byłem już przy samym skarbcu, wtem usłyszałem, jak człowiek wyglądający na lokaja rozmawiał z żołnierzem, który stał na warcie: »Gdy generał przyjdzie — mówił pierwszy — to mu dam herbaty lub kawy z trucizną. A później okradniemy skarb i uciekniemy za granicę«. Żołnierz się na to zgodził. Więc co ja miałem zabrać? Nie, nie mogę, lepiej napisać do generała, by nie pił herbaty. Wszak generał jest dobrym człowiekiem. Żal mi go...