Generał próbował jeszcze nalegać, by udał się z powrotem, ale nadaremnie. Nareszcie rzekł do niego:
— Ja z takim głupim złodziejem nie chcę już mieć nic wspólnego. — I rozeszli się.
Gdy generał przyszedł do pałacu, już dniało, wszedł do swego gabinetu i zadzwonił na lokaja, żeby mu dał coś do napicia. Lokaj zapytał, co generał sobie życzy: herbaty czy kawy?
— Herbaty — odrzekł generał.
Za chwilę podał mu herbaty, wówczas zapytał lokaja, czy ona jest dość słodka.
— Tak, jest — odrzekł lokaj, a generał, przeglądając niby papiery, rzekł niedbale:
— Skosztujcie!
Lokaj zawahał się, generał spojrzał na niego i groźnie wydał rozkaz, żeby skosztował. Ten chciał cofać się do drzwi. Generał krzyknął, na to wezwanie wpadło kilku żołnierzy, którym kazał natychmiast lokaja okuć w kajdany razem z żołnierzem, co stał przy skarbcu, a następnie podał psu trochę herbaty, by przekonać naocznych świadków. Pies nie zdążył połknąć, gdy momentalnie padł martwy na podłogę. Po tym zajściu generał wydał rozkaz, żeby posłać kilku żołnierzy po tego a tego Żyda, gdyż wiedział już, gdzie zamieszkuje. Gdy go prowadzili przez ulice, zakutego w kajdany, nikt ze znajomych nie mógł się domyślić, o co tego cnotliwego człowieka posądzają. Nikomu nie przyszło nawet na myśl, że jest to pięciokopiejkowy złodziej, którego policja tak długo tropiła. Gdy przedstawili go generałowi, rozkazał go rozkuć i spytał, czy go poznaje, ten odrzekł, że nie. Wówczas generał zwrócił się do niego z tymi słowami:
— Pamiętasz, dziś w nocy to ja byłem tym złodziejem, a następnie nadałem ci tu robotę u generała, którym jestem, chciałem cię wypróbować, to mi uratowało życie. Żeby nie ty, te łotry by mnie otruły, więc tobie zawdzięczam ocalenie. Za to ode mnie masz pół tych pieniędzy, to jest pół miliona rubli, tak jakbyśmy to ukradli do spółki.
Wręczył Żydowi zaraz te pieniądze i od tego dnia stał się on bogatszy, niż był przedtem. Pooddawał wszystkie pożyczki po pięć kopiejek z wysokim procentem.