Oto cel cadyka, który kazał mu stać się złodziejem. Już przewidywał, co z tego wyniknie. Przeto, gdy on rozkaże, co robić, choćby to chwilowo wydawało się niedobre, trzeba jednak bezzwłocznie wykonać”.

Wszyscy byliśmy zachwyceni tą opowiastką i mnie utkwiła ona w pamięci tak, że dosłownie ją powtórzyłem. Takie różne historyjki nam często opowiadał, a naiwnych słuchaczy nigdy mu nie brakowało.

XVIII

Wieczorem mój kuzyn dawał mi lekcje hebrajskiego, jakiś czas żyliśmy w zgodzie, jednak długo to nie trwało, za dużo rozporządzał mną, więc pewnego dnia wywiązała się kłótnia i od tego czasu żyliśmy już w niezgodzie.

Z domu często otrzymywałem listy, najwięcej od matki, najmilszy był dla mnie dzień, gdy otrzymywałem wiadomość z domu, ojciec tylko pozdrowienie przysyłał, a od czasu do czasu kilka rubli. Tak upłynęło nieomal pół roku, nadszedł sierpień, za miesiąc miałem zamiar jechać do domu, już przeszło tydzień oczekiwałem na odpowiedź, czy mam przyjechać na święta, jednak odpowiedź jakoś nie nadchodziła, dziwiło mnie to tym bardziej, że nie było tygodnia, żebym nie otrzymał jednego listu.

Pewnego wieczoru, gdy siedziałem nad Talmudem i rozmyślałem, zbliżył się do mnie mazgijach, wypytał mnie o różne rzeczy, czego nigdy nie robił. A gdy odchodził ode mnie, spostrzegłem, że jakiś papier mu wyleciał. Podniosłem go, chcąc mu doręczyć, a on kazał mi przeczytać, co to za papier i naumyślnie oddalił się, spostrzegłem, że był to telegram. Papier wyleciał mi z rąk i straciłem przytomność.

Gdy przyprowadzili mnie do przytomności, zostałem odprowadzony przez kuzyna i jednego kolegę na stancję, rwałem sobie włosy z głowy. Biłem głową o ścianę. Żeby nie czuwali nade mną, to bym na pewno się zabił, nie mogłem się pogodzić z faktem, że moja ukochana matka już nie żyła, że została rażona atakiem serca i że jestem sierotą. Teraz wydawało mi się, że już nie mam dla kogo żyć i uczyć się, nie pomagały słowa pocieszenia różnych znajomych, płakałem po całych nocach.

Siedem dni żałoby przesiedziałem w jeszywecie nad modlitwami i psalmami za duszę mej ukochanej matki, zobojętniałem na wszystko, nie chciałem jeść, gwałtem więc przymuszano mnie do jedzenia. Po dwóch tygodniach rozchorowałem się tak, że mój kuzyn wysłał telegram, aby ktoś przyjechał.

Na drugi dzień już czuwała przy moim łóżku i pielęgnowała mnie siostra matki, teraz oboje, co spojrzeliśmy na siebie, to płakaliśmy. Zdrowy mój organizm przetrwał jednak chorobę i przychodziłem powoli do siebie, chciałem natychmiast udać się do domu, wypłakać się na jej grobie. Ale ciotka stanowczo nie pozwoliła mi do domu jechać.

Nawet na święta ciotka tłumaczyła mi, bym nie jechał, gdyż w domu bardzo smutno. Ojciec z rozpaczy, by nie patrzeć na sieroty, z których najmłodsza siostra liczyła dziesięć miesięcy, wyjechał w głąb Rosji. Obiecała jednak, że gdy w domu się trochę uspokoi, to mi napisze i wtedy będę mógł przyjechać. Musiałem jej ulec, po dwóch tygodniach pielęgnowania wyjechała z powrotem do domu.