Rozebrałem się i ze wstrętem ułożyłem się na to „madejowe” łoże!

Daleko było, bym mógł zasnąć, a więc wraz z upływem myśli posępnych błądziłem oczyma po otaczających mnie nielicznych, lecz oryginalnych przedmiotach. Były to: stół żelazny i takiż stołek o dwóch nogach, przymurowany do ściany, w kącie bliżej drzwi „kibel” do naturalnych potrzeb... na ścianie półka, a na niej miska cynowa z uszkami, dalej znany już miedziany dzbanek, łyżka drewniana, a między nimi książka z przepisami więziennymi. W drugim znów kącie miednica i szmata, poza tym nic więcej... Brudne, gołe ściany i... myśli posępne... męczące... tortury.

Co ojciec powie, gdy się dowie o moim postępku?... Dobrze... stokroć dobrze, że matka już nie żyje i uniknęła wstydu i hańby po takim synu... Tak, kochana matko, twój synek rozpieszczony nie będzie ani cadykiem, ani rabinem... ba, nawet gorzej — nie będzie już uczciwym człowiekiem... Natomiast twój syn będzie się włóczył po więzieniach. Straż pilna będzie czuwać i krążyć nad nim we dnie i nocy jak wrony około padliny. W wizji strasznej widziałem się jako jeden z tych ludzi, których z góry już natura przeznaczyła na zagładę...

Przewracałem się z boku na bok. Głód i czarne myśli nie pozwalały mi zasnąć.

Czułem, że mam gorączkę. Ubrałem się na powrót i zacząłem wędrówkę po celi.

Niedługo to jednak trwało. Otworzyła się tym razem po cichu klapa i nocny klucznik zwrócił mi groźnie uwagę, że mam natychmiast położyć się spać. Pośpieszyłem wykonać rozkaz i położyłem się znowu do niedawno opuszczonego łóżka.

Ból głowy rozsadzał mi czaszkę. Nie mogłem uleżeć. Usiadłem więc i ścisnąwszy skronie dłońmi, zastygłem w bezruchu.

W myślach panował chaos: złodziej... dom... jeszywet... Sonia... student... głód... więzienie... matka... złodziej... złodziej... majaczyło wciąż w kółko, a ja nieświadomy byłem ich związku i kolejności.

Jak długo trwał ten stan rzeczy, trudno określić. Noc już panowała, a ja z oczyma otwartymi, gubiąc się w czasie i miejscu, leżałem skulony i drżący na swym barłogu.

Szmer jakiś podejrzany wyrwał mnie z odrętwienia. Naprężyłem słuch. Nie, to zapewne mi się zdawało. Fakt ten jednak, czy złudzenie, skierował myśli moje w innym kierunku.