Przypomniały mi się słyszane i czytane straszne przygody więźniów, ogryzionych przez szczury, kończących swój żywot w inny, niemniej haniebny sposób, pokutujące dusze, które długo jeszcze potem wędrują po miejscach więzienia i tortur, brzęczą kajdanami i wydają żałosne westchnienia.
Dreszcz zimny mnie przeszedł, a rozgorączkowana fantazja wciąż nowe, niedające się opisać snuła obrazy.
Tej strasznej nocy, w murach więziennych spędzonej, do grobu już nie zapomnę! W rozpaczy zaciągnąłem derkę na głowę. Zamknąłem oczy. Cierpiałem ciałem, cierpiałem na duszy wprost męki okropne. Nareszcie wpadłem w stan odrętwienia. Wyczerpany bez miary zasnąłem.
XXIV
Obudzony zostałem silnym szarpnięciem. Ze strachu nie mogłem się orientować, gdzie właściwie się znajduję.
Drugie szarpnięcie jeszcze silniejsze i ciągnięcie ze mnie koca doprowadziły mnie do przytomności. Nade mną stał wąsaty klucznik i mruczał coś pod nosem, czego nie zrozumiałem. Domyślałem się wszakże, że mam co rychlej wstać, ubrać się i uprzątnąć celę.
Domysły były dobre, gdyż dozorca, wychodząc, zostawił otwarte drzwi, zza których doleciał mnie ruch i gwar. Za chwilę byłem już ubrany i gdy wyniosłem kibel na korytarz, moim oczom przedstawił się nieznany mi widok. Na środku korytarza stał ten sam klucznik z miną generała, przed którym defiluje wojsko i wprost ryczał to na tego, to na owego próbującego zatrzymać się dla przemówienia słów kilku z współtowarzyszem niedoli lub doręczenia czegoś jeden drugiemu.
Patrzyłem z politowaniem na tych ludzi bladych, wynędzniałych i obrośniętych, większa ich część była obdarta. Dawniejszy wstręt wpojony we mnie do tego rodzaju ludzi, zmienił się teraz we współczucie. Zrozumiałem, że pomiędzy nimi jest sporo nieszczęśliwców, podobnych do mnie, których samo życie zaprowadziło na drogę występku, a nareszcie i do tych murów.
I dziwna we mnie zaszła zmiana. Ci ludzie, beznadziejnie włócząc nogami, otwarli mi oczy na nowy świat, obrócili drugą stronę medalu i wlali we mnie inne pojęcie o życiu...
Zrozumiałem, iż człowiek po to widać istnieje, by cierpiał... Od tej chwili nie reagowałem już na żadne dolegliwości. Pogodziłem się z losem, gdyż uświadomiłem sobie, że takich jak ja ludzi, a raczej ludzkich cieni, są tu setki. Zlałem się z tym morzem ludzkiego cierpienia i popłynąłem jego prądem.