Do niedawna jakże było inaczej!
Przechodząc koło więzienia, uważałem te ponure domy za doniosły dobytek kultury. Widziałem w więzieniach instytucję wysoce pożyteczną, gdzie zamykają podobnych do tych, którzy w swoim czasie dokonali napadu na nasz dom lub jeszcze większych zbrodniarzy. Byłem zupełnie tego pewny, że poza więziennymi murami... są groźni zwyrodnialcy.
A teraz... pomijając już siebie, widzę tu ludzi wyglądających zupełnie normalnie.
Inaczej sobie przedstawiałem wygląd zbrodniarzy... Wracając do opisu „uborki”74, muszę tu wspomnieć o charakterystycznych obrazach, jakie dają się często w trakcie onych czynności zanotować.
Otóż więźniowie, przebiegając z kiblami wzdłuż korytarza, załatwiali między sobą w okamgnieniu różne handlowe wymiany. Rzecz naturalna, że tytoń odgrywa rolę amerykańskiego dolara i [stanowi] cel pożądania palaczy.
Klucznik, spostrzegając niejedno, biega z miejsca na miejsce jak opętany, tupie nogami, krzyczy, wygania z klozetu, gdzie się zwykle tworzy centrum tej giełdy, grozi, aż wreszcie nikt już na korytarzu nie zostaje i cele są pozamykane. Taki dziesięciominutowy targ więzienny odbywał się dwa razy dziennie.
Czy trzeba mówić, iż moje pojawienie się na korytarzu zostało przez wszystkich zauważone?
Do uszu moich zaraz też dotarły podawane półgłosem między więźniami uwagi:
— Patrz, świeży frajer.
— Młody nygus, a fest ubrany...