I pomyśleć tylko, że to jest goj... Raz na zawsze postanowiłem wyrwać z siebie wpojone w dzieciństwie pod tym względem pojęcia... Zrozumiałem, że byłem oszukiwany.
W celi więziennej każdy umysł, choćby to był istny typ lombrozowski78, jest skłonny do filozofowania. Ulegając temu prawu, oddałem się rozmyślaniom. Zastanowiłem się nad wieloma rzeczami, które mi przedtem nawet na myśl nie przychodziły. Świat, na który tam, na wolności, patrzyłem oczyma niedoświadczonego młodzieńca tu, w celi więziennej, zaczął przyjmować inne barwy i formy.
A co dziwniejsze, moje obecne życie, w więzieniu zaczęło mnie pociągać swą tajemniczością. Dochodziłem do przekonania, że życie w więzieniu na też swój urok. Zmieniły się też pojęcia i zapatrywania i w innym kierunku. Na przykład: słowo „złodziej”, gdzie bądź słyszane, wywoływało we mnie przedstawienie bardzo strasznego człowieka. Właściwie nie potrafiłem sobie tego wytłumaczyć, w każdym bądź razie byłem zdania, że takiego człowieka mógłbym rozróżnić spośród tysiąca innych. Teraz już zupełnie inaczej o tym myślałem. Czy dlatego, że sam nim byłem?
Rozmyślania moje zostały przerwane otworzeniem się klapy.
— Dzierży!79 — rozległo się.
Podskoczyłem ku drzwiom. To korydorszczyk podawał mi dzbanek i garnuszek i kazał prędko opróżnić naczynie. Przysłał mi to wszystko mój sąsiad, otrzymywał on co dzień z wolności obiady, a więc i o mnie nie zapomniał.
Zwróciłem naczynie i prosiłem, by podziękował w moim imieniu.
— Charaszo, skażu80 — powiedział z tajemniczą miną i oddalił się. Za chwilę wrócił wszakże i zapytał, czy palę.
— Nie — powiedziałem. — Nie palę.
Bardzo mnie z tego powodu żałował. Po raz drugi doznając z tej strony zawodu, korydorszczyk podrapał się za uchem i już bez dłuższych komentarzy przystąpił do rzeczy. Dał mi mianowicie do zrozumienia, że wszystko mi załatwi, jeżeli mu oddam swoją bieliznę i skoki. Zanim skończył swe wywody, już mu podawałem pożądane przedmioty. Był zadowolony.