Słaby duch mój splątany był brudnymi myślami i wyrwać się z tych sieci nie byłem zdolny. Gorzko płakałem nad swym upadkiem.
Nazajutrz wstałem chory i pełen apatii. Po śniadaniu otrzymałem papier na list. Był to dla mnie ciężki moment. Dotychczas bowiem nie pisałem do ojca. Mówiłem sobie, iż wolę umrzeć niż powiadomić go o swym upadku. Teraz jednak, gdy przyszło do rzeczy, gdy zrozumiałem, iż od niego zależy moja wolność, zdecydowałem się napisać.
Obszerny mój list był cały zalany łzami. Pozwolili mi go napisać po żydowsku. W ocenzurowaniu bowiem nie było kłopotu — sędzia śledczy był przechrztą. Po drugie, sądzono zapewne, że mogę napisać coś takiego, co jeszcze być może zataiłem w śledztwie.
Po upływie tygodnia od wysłania listu zacząłem się niepokoić. Po całych dniach stawałem przy drzwiach, nasłuchując pilnie, czy nie zawołają mnie na wolność. Gdy tylko wywołano jakie bądź nazwisko, zaraz myślałem, że to już mnie wołają. Doszło do tego, iż nawet po nocach się zrywałem i podbiegałem do drzwi. Znów zaczęły nawiedzać mnie we śnie straszne zjawy. Matkę zaś śniłem noc w noc. Prawie zawsze przedstawiało mi się, że stoi nade mną i płacze, a gdy ze strachu przebudzałem się, długo nie mogłem dojść do świadomości, gdzie się znajduję i co ze mną się dzieje.
Coraz częściej nadchodziło zwątpienie, czy ojciec w ogóle zainteresuje się moim losem.
„A gdy nawet i wyratuje mnie stąd — myślałem — to jak przeżyję wstyd przed ojcem, a następnie co powiedzą ludzie, gdy się dowiedzą, że ten, który miał zostać rabinem, został... złodziejem?”
W duchu już żałowałem, żem pisał do ojca. A wcale mi na myśl nie przyszło, że i bez mego listu ojciec po moim zaaresztowaniu został wezwany na policję i że już całe miasteczko o niczym innym nie mówi, jak o moim upadku.
Ach, te wyrzuty sumienia... jakże one straszne, gdy człowiek jeszcze jest zdolny je odczuwać, a szlachetne uczucia niezupełnie wygasły.
Myślałem też o tym, jakie będzie to spotkanie się z ojcem. Pamiętam dobrze, iż gdy wracałem z jeszywetu, to nawet wówczas nie okazywał zbytniej radości, a cóż dopiero, gdy wrócę z więzienia...
Zapomniałem teraz o sobie. Widziałem tylko jego ból i żałość. A potem jego gniew. Znałem, jak straszny jest gniew ojca, pomimo że na takiego nie wyglądał.