Po przejściu szeregu ulic byliśmy u celu. Był to obszerny budynek, siedziba policmajstra i urzędów. Zostałem wprowadzony do pokoiku na drugim piętrze. A za chwilę wprowadzono mnie do pokoju policmajstra.
Gdy tylko wszedłem, stanąłem jak wryty, przy stole policmajstra siedział mój ojciec. Ani spojrzał w moją stronę. Nie wiedziałem, co robić. Stałem tak chwilę, a jak mi się zdawało, wieczność całą, wreszcie pierwszy przemówił policmajster. Nie zrozumiałem nawet co, gdyż w tym momencie zatrzymało się na mnie spojrzenie ojca. Było to spojrzenie przeszywające swą mocą, unicestwiające mnie w proch. Z twarzy jego pełnej pogardy wyczytałem okrutny, potępiający wyrok. Takiego wyrazu twarzy u niego jeszcze nigdy nie widziałem, nawet w największym gniewie. Nie zapomnę go też do grobu. Z głośnym szlochaniem rzuciłem mu się do nóg. Odepchnął mnie tylko nogą jak bezdomnego psa i obojętnie nadal rozmawiał z policmajstrem.
Dziwnym trafem okoliczności ojciec dobrze się z nim znał. To też było powodem, iż policmajster zaszczycił mnie swą uwagą i teraz wobec ojca zaczął mnie strofować, że wstyd robię ojcu i całej familii, że nawet on się wstydzi za ojca itd.
— Takoj perjadocznyj czełowiek86 — mówił, wskazując na ojca — a tut takoj syn87.
Tu radził ojcu, że o ile nie poprawię się, to niech mnie odda do poprawczego domu. Ojciec pogrążony we własnych myślach nie odpowiedział. Policmajster więc ciągnął dalej:
— Jeśli tak dalsze budiesz wiesti siebia, nasz car styditsja budiet toboj i na wojennuju służbu nie wozmiot!88
Jeszcze dużo innych moskiewskich morałów prawił, nie słyszałem ich wprawdzie dostatecznie, gdyż cały czas płakałem.
Po godzinnej rozmowie policmajster pożegnał się z ojcem po przyjacielsku, a mnie pogroził, mówiąc, iż głupstwo, które zrobiłem, ojca dużo kosztuje...
Słyszałem, jak jeszcze na odchodnym powiedział, że postara się całą tę sprawę zatuszować.
Po drodze do stacji kolejowej ojciec zaprowadził mnie do sklepu z ubraniami. Tam polecił mnie ubrać od stóp do głowy. Sam zaś wyszedł. Wychodząc, zwrócił kupcowi uwagę, by na mnie miał baczenie, gdyż mogę jeszcze coś ukraść. Słysząc to, zapłonąłem od wstydu. Rychło też wrócił z powrotem. Gdy uregulował rachunek, byłem już blisko drzwi, aby jak najprędzej opuścić to miejsce, gdzie wiedzą, kim jestem.