„Teraz albo nigdy” — pomyślałem.
Gdy tylko ojciec wyszedł, nie tracąc ani chwili, wsmyknąłem się do sypialni. Wyciągnąłem z kryjówki portfel. Tak był wypchany, iż ojciec wiązał go nawet sznurkiem. Powziąłem zamiar, by tylko część z tych pieniędzy sobie przywłaszczyć. W tym celu zabrałem się do rozwiązywania sznurka. Wtem usłyszałem czyjeś kroki. Schowałem portfel pod marynarkę i skierowałem się ku drzwiom. Zetknąłem się w nich z głuchoniemą służącą. Narobiła znów takiego hałasu, iż co rychlej rzuciłem się do ucieczki w stronę drzwi wiodących na ulicę. Lecz o zgrozo! Te same się otworzyły i stanął w nich ojciec.
Ojciec wybierał się do bóżnicy, lecz chwilę zabawił przed domem. Słysząc zaś krzyk służącej, pospieszył do wnętrza i mnie właśnie przydybał na gorącym uczynku.
— Co tam masz? — zapytał.
I nie czekając na odpowiedź, sięgnął za marynarkę i wyciągnął portfel. Widząc obiekt mej kradzieży, zbladł. Wreszcie chwycił mnie drugą ręką za kołnierz i unosząc w powietrze, wniósł w głąb mieszkania. Tu cisnął na podłogę i oddychając ciężko, stał dłuższą chwilę nade mną, milczący i groźny, jakby namyślając, się, czy już ma mnie stratować jak robaka. Leżałem skulony u nóg jego, nie śmiąc się ruszyć. Wszyscy domownicy skupili się wokoło i nie śmieli przerwać tej złowrogiej ciszy. Nareszcie ojciec, chwytając się za głowę, odzywa się do macochy:
— Patrz — mówił, wskazując na portfel. — O Boże, zgubiłby nas na wieki! Ja go zabiję! — krzyczał i rzucił się na mnie.
W tym jednak momencie stanęła między ojcem a mną macocha. Zaczęła mu perswadować. Ja ze swej strony zebrałem się na odwagę i zacząłem się tłumaczyć, że chciałem wyjąć tylko kilka rubli, a resztę odłożyć. Nic nie pomogło.
Ojciec był święcie przekonany, że chciałem go zgubić przez kradzież całej zawartości portfela, a więc dziesięciu tysięcy rubli, które przygotował na wykupienie kilku wagonów cukru i mąki.
Między mną a ojcem stanęła ściana raz na zawsze nie do przebycia.
Skończyło się na tym, że ojciec mnie tak obił, że kilka dni kurowałem się w łóżku. Był nawet doktor zawezwany. Słyszałem, jak ten wyrzucał ojcu: