Dziwiłem się, że mnie dotychczas pozostawiono w spokoju i nikt mnie z pieca nie ściąga, ani też nie bije...

Z tymi niewesołymi myślami zasnąłem. Do obiadu, jak to zwykle bywało, nikt mnie jednak nie budził.

Przebudziłem się sam, gdy już zmierzchało.

Pot kroplisty okrywał moje ciało, a głowa była jakby nalana ołowiem.

Czułem, że mam gorączkę. Spróbowałem się unieść, lecz nie mogłem. Zawirowało mi w głowie. Opadłem bezsilnie i straciłem świadomość, co się w ogóle ze mną dzieje i gdzie jestem...

Gdy odzyskałem przytomność, leżałem już nie na piecu, lecz w łóżku. Koło mnie zaś krzątała się jakaś dziewczyna. Poznałem ją, była to młodsza siostra gospodyni, Rachela. Rozglądałem się ciekawie wokoło siebie, nie mogąc zrozumieć, co takiego mogło zajść, że leżę teraz na piętrze w pokoju stryja, w miękkiej, czyściutkiej pościeli i w takiejże bieliźnie.

Moje przytomne obudzenie się, widać dziewczynę uradowało. Od niej też dowiedziałem się, iż w tym pokoju znajduję się już od kilku dni, że przywołany doktor uznał zapalenie mózgu. Następnie opowiedziała mi, jak to stryj stał nad moim łóżkiem i płakał, wyrzucając sobie, że kazał mi tak ciężko pracować, że nawet ciotka zapomniała o wszystkim i przesiadywała przy moim łóżku i jak mogła, pielęgnowała.

Słysząc to, nie mogłem sobie darować, że wobec stryja byłem tak brutalny. Zacząłem się wobec Racheli tłumaczyć, że sam nawet sobie nie zdaję sprawy, jak to się stało, że uderzyłem stryja.

Rachela pocieszała mnie, mówiąc, że stryjostwo już się nie gniewają, bo doszli do przekonania, że uczyniłem to, będąc chorym. Zresztą przekonam się o tym z własnych ich słów. To mówiąc, pobiegła po stryjów.

Za chwilę byli już u mnie.