— Jezus Maria! — szeptała już z bezradnym trzepotaniem się rąk koło uszu.

— Mamże jeszcze powiedzieć i o trzeciej hienie: o Woydzie? Schodzi oto z „tabu” w „purpurze marzenia”, powiada żona — i dzierży złoty klucz mistycznych tajemnic. Nic się nim jakoś roztworzyć nie chce, co by rozsądek lub rozum chciał mieć, na przykład, choć trochę uchylone. Natomiast pasuje ten klucz dziwnie do wszystkich serc kobiecych oraz wszelkiej wątlizny dusz męskich. Tausendschluessel180! I otwiera im mroczne głębiny życia w ich własnych osmuceniach! — sumieniach! — prowadzi na wyżyny lepszych wiedzeń niż chęci, wyższych chęci niż skłonności, by w tych przerażeniach duszy nieustannych zamienić proste ukochanie życia w miłość złą, ponurą, przewrotną!... Trzeba ten zapóźniony romantyzm maruderów cywilizacji: tę ideologię pesymizmu przy robocie podpatrzeć — nad formowaniem dusz młodych. Jest czym się przerazić! Bo wszystko, co się rzekło, to wciąż jeszcze ta prawa, wysoce idealistyczna strona medalu. Lewym, niechybnym odpowiednikiem jest równocześnie spotęgowanie nieodporu na wszelkie pobudki i podniety życia, aż do bezładu wrażliwości — przy zawsze „złym sumieniu” idealisty. Ponure zaznania zapowiadają się tak spreparowanym przez pesymizm duszom... A klucz mistycznych tajemnic pracuje w nich tymczasem wciąż: dociera do najbardziej utajonych zakamarków smutku, sumienia, beznadziei, białej ekstazy i czarnej perwersji! Zbawienie nas wszystkich leży na dnie tej „tajemnicy”. Abrakax181!

I usłyszała śmiech tak niski, że, zda się, tylko w piersi dudniał pod jadowity grymas warg.

— To ostatnie słówko jest czarnoksięskie — parsknął za chwilę — może być i purpuratowe, ponieważ nic znaczyć nie raczy. Czytałem, u tegoż misjonarza, że czarodzieje czy też kapłani zdegenerowanych szczepów...

Lecz tu ona zatrzepotała się cała jak ptak w bezradności ostatniej. I odwróciła się twarzą do ściany, przylgła182 do niej czołem, uszy oburącz przysłaniając.

— Niech pan zamilknie! Ja nie mogę tego słuchać! I nie chcę!...

Zbliżył się do niej i pochylił nad uchem. Poczuła z tyłu na szyi suche muśnięcie baków.

— Oto, jak czuwają hieny pesymizmu i szakale cnoty nad ochoczością życia u nas. Oto jest polskie szczęście! Te bestie płoszyć i opędzać się przed nimi zdołam ja może — chłodem krwi i myślą obronną, wyostrzoną w życiu jak nóż. Ale oto dusza, która zbudzić się ma dopiero, instynkty życia najbujniejsze może z otoczenia całego. A hieny i szakale przywabia najskorzej ciepło krwi co najbardziej wartkiej. I w porę! Rychliwiej183 niźli sprawiedliwie już się tu podcięło życie młode w lekkomyślności czy szaleństwie jakimś. (Baczę ja dobrze na słowa i wnet złowię płotkę tajemnicy młodej!) Tedy widzę już po prostu, jak dopadają to życie szakale i hieny. Szakale ustąpią: i w pysku słabsze, i niuchem wolą to, co się już rozkłada. Poczekają!... Hieny zatryumfują tymczasem i obudzą, obudzą rychło smęt bezradny w pustocie dawnej: rozszarpią pesymizmem te życia instynkty bujne, rozwloką po cmentarzach starych. Już ów dziad ponury rozpoczął tę robotę!

— Kto pan?! — krzyknęła, nie odrywając czoła od ściany. — Kto mówi?! Ja chyba już na pół przytomna... Ten szept!

I zdawało się jej, że słyszy w odpowiedzi: